Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BE BETTER!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BE BETTER!. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2013

dosyć! spójrz mi w oczy, wiesz przecież..

Słabo mi.

Słabo mi jak widzę to, co się dzieje teraz na świecie, w tym kraju, w moim mieście, otoczeniu.

Ludzie działają jak w jakimś amoku. W pogoni za pozycją zatracają swoje człowieczeństwo, jakąkolwiek moralność, uczucia. I wszystko po to, by "ekyyypa" nie wyśmiała. Przeraża mnie fakt, jak jedni ludzie działają na innych. Z jaką mocą może działać siła czyichś słów.
Ale do sedna. 
Chce mi się rzygać, jak słyszę o osobach, które wyśmiewają, zaczepiają słabszych od siebie. O ile można ich nazwać w ogóle tymi silniejszymi, z takim podejściem. Bo każdy, jeśli będzie bardzo chciał, potrafiłby zaczepić jakąkolwiek słabszą od siebie pod jakimkolwiek względem osobę i stłamsić ją z każdej strony, za wszystko, co się tylko da. To żadna sztuka tak naprawdę, nie wiem jak można to postrzegać w takich grupkach jako szczyt odwagi, albo powód do popisania się. ŻAŁOSNE. Trzeba być totalnie moralnym dnem, by robić coś takiego. By tak negatywnie wpływać na przyszłe życie i psychikę człowieka, na jego postrzeganie świata, tylko po to, by zrobić wrażenie na innych. Tak, sama przez to kiedyś przeszłam, teraz się z tym nie spotykam, choć, nawet jeśli - to moja psychika się w miarę uodporniła. Ale co z osobami, które sobie z tym jeszcze nie poradziły? 
To może uświadomię co poniektórych - ci ludzie traktują wszystkie słowa w ich stronę bardzo poważnie, nie biorą tego na żarty. Zapamiętują i namiętnie analizują k a ż d e słowo, sylabę, każdą głoskę. Ton głosu, mimikę. Taki niewinny, głupi "żarcik" może rozwalić ludzką psychikę na drobne kawałeczki, które ciężko później pozbierać w jedną całość i wyczyścić, by mogła dojść do siebie i uodpornić na jakiekolwiek nic nie znaczące opinie z ust osób, które nie zasługują na życie w społeczeństwie. Nie mówię tutaj teraz o zdrowej krytyce - bo każdy się z nią spotyka. Ale o bezsensownych zaczepkach ze strony osób, które chcą pozbyć się własnych kompleksów poprzez wyżywanie się na tych słabszych. A powodem do typowych wyśmiewek może być wszystko. Dosłownie każda część tego, co mamy lub czego nie mamy. I z tego co zdążyłam zaobserwować to z pokolenia na pokolenie jest z tym coraz gorzej. Chęć zaistnienia, posiadania pozycji w ekipie jest silniejsza od tego, co tak naprawdę się myśli i czuje, ludzie poddają się presji otoczenia raniąc innych. I fakt, może uda się zdobyć propsy w grupie, ale poza nią jesteście nic nie znaczącymi gnojami:*, którzy robią krzywdę słabszym. Tchórzami, którzy nie potrafią mieć swojego zdania i oceniają niewinnych, bez podstaw. Niszcząc im przy tym jakąś sferę życia. 
A wszyscy jesteśmy ludźmi tak? Powinniśmy się wspierać, pomagać sobie - bo razem możemy więcej, niż w pojedynkę. Więc jaki jest sens w gnojeniu drugiego człowieka? ŻADEN. Wszyscy mamy prawo do spokojnego egzystowania, i nikt nie powinien nam go zakłócać. Bo jeśli to robi, to znaczy, że ma problemy z własnym życiem.

A JEŚLI MA SIĘ PROBLEMY Z WŁASNYM ŻYCIEM, TO PRÓBUJE SIĘ JE NAPRAWIAĆ, A NIE MASKOWAĆ JE NISZCZĄC ŻYCIE INNYM !

 I tyle w temacie ! 

+ nutka badzo tematyczna.


niedziela, 1 września 2013

"istnieć" to nie znaczy "żyć".

Ta notka nie będzie raczej jedną z tych pozytywnych, albo tak mi się tylko wydaje - zależy jak kto ją odbierze.

"Dziś" z pewnością nie jest moim najlepszym dniem. Zbyt wiele głupich myśli mnie dopada i za dużo zaczyna do mnie docierać. Spora ilość wspomnień do mnie wraca, a niektóre demony przeszłości prześladują mnie nadal, mimo tego, że z całych sił staram się z nimi walczyć.

Wcześniej moje życie nie należało do tych najbardziej kolorowych. Jedyny beztroski okres trwał mniej więcej do końca podstawówki. Był to czas, gdy na wszystkim mi zależało, gdzie starałam się, miałam ambicje i marzenia, jakieś plany i pomysł na siebie. Wiele osób we mnie wierzyło, miałam wsparcia tyle, ile chciałam.
Odkąd zaczęłam gimnazjum, padło wszystko. Padła każda sfera mojego życia. Stałam się brzydkim, zakompleksionym grubasem unikającym ludzi. W szkole byłam pośmiewiskiem, każdy drwił ze mnie ile tylko miał sił :) Tylko dlatego, że byłam spokojna, nieśmiała, dlatego, że byłam słabsza, brzydsza, biedniejsza. Nie potrafiłam odpowiedzieć, słyszałam wiele obelg w swoją stronę. Moja cisza i spokój były cholernym krzykiem rozpaczy i prośbą o pomoc. Żal mam do niektórych nadal, ale co się stało, to się nie odstanie i trzeba żyć z tym dalej. Wiele słów zalega mi co prawda w pamięci, ale są one dla mnie kopem - motywacją do tego, by być silną osobą. Teraz - większość tych ludzi unika mojego wzroku, nie potrafi rzucić nawet głupiego 'cześć' w moją stronę - a kiedyś miało do powiedzenia tyle rzeczy, że do tej pory nie jestem w stanie zliczyć.

Nauka poszła w odstawkę. Prawie do samego końca liceum trwał bardzo ciężki czas w moim życiu. Natłok problemów, obowiązków, presja szybkiego wydoroślenia dała mi w kość. W domu za kolorowo nie było, ale zostawmy to. Trzeba było sobie jakoś radzić. Zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej, mało kto widział powagę sytuacji, która mnie dotknęła. Tak naprawdę NIKT, NAWET CI NAJBLIŻSI tak do końca nadal nie wiedzą, przez co byłam zmuszona przejść, by jakoś mniej więcej w całości dojść do tego punktu, w którym jestem teraz. Wszystko maskowałam uśmiechem. W szkole udawałam wiecznie szczęśliwą, a w środku po prostu pękałam na drobne kawałeczki. Nie chciałam nikogo przytłaczać. 
Ciągle wysłuchiwanie wymyślnych opinii na swój temat nie było niczym przyjemnym. Mam za sobą setki przepłakanych nocy, dni z resztą też.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło - przyszedł moment, że wzięłam się w garść. Ślady w głowie i w serduchu są nadal, ciągle odbija się to na moim teraźniejszym życiu, jednak każdy dzień jest dla mnie walką o bycie lepszą i silniejszą osobą. Zmieniam się, zmieniam swoje nastawienie, próbuję być bardziej śmiała, otwarta - bo nieśmiałość to największa przeszkoda życia w dzisiejszych czasach. Tacy ludzie odstawiani są na bok, a tempo codzienności nie pozwala zwrócić na nich uwagi. Taka rzeczywistość. Teraz trzeba być silnym i wiedzieć, czego się chce, bo inaczej się zginie w prozie życia, i sama się bardzo dotkliwie przekonałam o tym na swojej skórze.
Jeszcze wiele przede mną. Przed każdym z nas. Jedni mają łatwiej, drudzy trudniej.
Wbrew pozorom nie jestem tą samą osobą, co przed laty - musiałam dać sobie kopa w dupsko, by w końcu wyglądać w miarę jak człowiek, a nie wielka kudłata kulka, i by w końcu uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Bo teraz wiem, że mogę i potrafię.

Napisałam tę notkę, by każdy w końcu dogłębnie zrozumiał sens mojego światopoglądu - że można mieć to, czego się zapragnie, o ile jest się dobrej myśli. Nie są to puste myśli - sama to przeżyłam, więc w pełni wiem, o czym mówię.
A mówię o tym, że jeśli jest się dobrej myśli mimo wszystko, że jeśli ma się w sobie wiarę, siłę i nadzieję, chęci do walki - to można osiągnąć WSZYSTKO. Ciężką pracą, potykając się, upadając milion razy. To fakt, nie zawsze jest kolorowo i nie wszystko idzie po naszej myśli - ale z tego się wyciąga wnioski i pnie do góry dalej, a nie zatrzymuje w miejscu, albo ze strachu cofa!

A tych, co we mnie nie wierzyli i nie wierzą pozdrawiam serdecznie środkowym palcem ! ;*


poniedziałek, 1 lipca 2013

to jest właśnie ten czas!

jeśli szczęście jeszcze do Ciebie nie przyszło, to znaczy, że jest DUŻE i idzie małymi kroczkami :)) ♥ 

WAKACJE - takie krótkie słowo, a tak bardzo mocno cieszy - napawam się nim od dnia dzisiejszego i ten fakt sprawia, że jestem jednym z szczęśliwszych ludzi na Ziemi. :) Spokój na 3 miesiące, w końcu można skupić się głównie na sobie, poskładać myśli, odpocząć, oderwać się od szarej codzienności .. Tego mi było trzeba. Bardzo.

Mam sporą potrzebę zmian w swoim życiu. Zbytnio zaniedbałam wiele spraw przez lenistwo, przez głupotę. Zaczęło mnie to irytować, czuję jak czas ucieka mi przez palce, a ja nawet nie nadążam z niego korzystać! Nie spełniam swoich marzeń, nie spełniam cudzych marzeń, mam poczucie, że życie przelatuje mi przed oczyma i się marnuje. Że gdzieś we mnie siedzi cząstka odpowiedzialna za to, że "mogę wszystko" i nie chce się skubana pokazać! Ja już nie chcę żyć w ten sposób. Czuję, że stać mnie na więcej i teraz jest najwyższy czas by dać z siebie to, co najlepsze. By czegoś dokonać, zrobić coś pożytecznego. Pora wyjść z cienia i pokazać, że marzenia się spełniają! Dziś jest właśnie ten pierwszy dzień, ten przełomowy, w którym małymi kroczkami zaczynam osiągać wyznaczone sobie cele. Nie mam zamiaru spocząć na laurach, trzeba gnać do przodu, zostawić z tyłu niepowodzenia, zaakceptować je i wyciągnąć wnioski. Życie nie jest wieczne, pewnego dnia to wszystko może runąć - tak więc od dziś chcę wyciskać z każdej chwili jak najwięcej - nie przejmować się niczym, nie zastanawiać się nad tym, co pomyślą lub powiedzą inni, bo to nie oni są na moim miejscu, nie oni za mnie żyją i nie oni za mnie umrą! Chcę przestać się bać czegokolwiek i niczego sobie nie żałować - każdy z nas jest człowiekiem na swój sposób wyjątkowym, który zasługuje na WSZYSTKO, CZEGO TYLKO PRAGNIE:) Nie ma co umniejszać swoich potrzeb. Czerpmy jak najwięcej pamiętając też, że musimy dawać z siebie maximum - i dla siebie samych i dla innych, bliskich nam ludzi.



Czas nadać sens tej pokręconej egzystencji.!

 

niedziela, 9 grudnia 2012

O byciu sobą.

'nie czekaj na idealny moment - wybierz jakikolwiek i spraw by taki właśnie był' ;*

Na wstępie bardzo chciałabym podziękować za komentarze. Dla mnie 4 opinie to już sporo, i jestem bardzo wdzięczna, bo dają mi kopa do jakiegokolwiek działania tutaj! *; Oby tak dalej.

Ostatnio zastanawiałam się dość sporo na temat bycia sobą a podążania za tym, kim chcą bądź czego chcą inni. I strasznie męczy mnie fakt: Jaki sens ma fakt udawania kogoś, kim się nie jest? Jaki cel ludzie w tym mają? Czy odnoszą z tego jakieś korzyści? Dlaczego tak bardzo wstydzimy się być sobą?

Często porównujemy się z innymi ludźmi - to jest akurat normalne i naturalne, nie ma w tym nic dziwnego, bo tak niestety jesteśmy 'zaprogramowani'. Czasem robimy to całkiem nieświadomie, ale jednak. Każdy. Nie ma osoby, która nie dokonywałaby porównań, i to nie tylko na tle wyglądu czy charakteru, ale na tle każdej, najmniejszej nawet rzeczy, dlatego możemy tego nie zauważać. Wszystko jest w porządku do czasu, gdy zaczynamy niektóre gusta lub zachowania nieustannie kopiować (nie tyle dla siebie, co dla tego, by pokazać się innym). Rozumiem, że poszczególne cechy mogą imponować, ale w końcu trzeba pamiętać, że jedne rzeczy nam pasują, a inne nie, i wystawiamy się tylko na pośmiewisko. Staje się to sztuczne i żałosne. I po co ?
Niektórzy nie potrafią odnaleźć w sobie jakichś niezwykłych cech, umiejętności, zalet, które można pielęgnować i o nie dbać, a jestem pewna, że wyszłoby z nich więcej pożytku niż z udawanej 'zajebistości'. To da się wyczuć, kiedy ktoś udaje. Przecież inni mają nas lubić, kochać, szanować za to, jacy jesteśmy naprawdę. W końcu nie jesteśmy ograniczeni, dobrze wiemy, kiedy jesteśmy sobą, a kiedy nie, i chyba lepiej się czujemy, gdy ktoś nas szanuje za nasze naturalne zachowania, a nie za te udawane! (: . Wtedy dopada nas takie uczucie wewnętrznej pustki, nieakceptacji itp., sami robimy sobie krzywdę. W końcu lepiej być INNYM i trochę odstawać, niż robić to, co reszta i być 'na niby'. Z resztą, jeśli ktoś nie zaakceptuje 'prawdziwych nas' nie jest po prostu godzien naszej najmniejszej uwagi. To byłoby bez sensu.
'Tak nie wypada' albo 'A co sobie ludzie pomyślą' - aaaaa jak ja nie lubię tych słów! Ciągle je słyszę i mam ich osobiście dosyć. Ja rozumiem, że są sytuacje, które wymagają określonych zachowań, ale te słowa używane w nadmiarze i bez powodu są nie do zniesienia. Nie można myśleć w takich kategoriach, bo tym sposobem będziemy szli przez życie w wiecznej obawie przed tym, jak ktoś nas odbierze i będziemy się czuć nieszczęśliwi...
Nie pasuje mi też, gdy dziewczynie podoba się jakiś bliżej nieznany jegomość i ona nagle zaczyna mieć takie same pasje i zainteresowania, jak on. PORAŻKA :( A potem się dziwić, że związek nie może przetrwać i się rozpada. Przecież to nie ma racji bytu, bo chłopak od razu się zorientuje, że to tylko ściema, a dziewczyna wychodzi na totalną idiotkę. Wiadomo, że wspólne pasje łączą, ale muszą być prawdziwe, bo inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie. Chyba lepiej, by od początku wiedział, jaka jest dziewczyna, niż potem się gorzko rozczarował. Takie jest bynajmniej moje zdanie.

 Kult ludzi 'fajnych' bądź 'mniej fajnych'. Wiem, że jest to nieuniknione zjawisko, ale drażni mnie, że ludzie potrafią za tym podążać. Zamiast wymyślić coś swojego, coś innego, to większość leci za tym, co innym wydaje się 'być ok'. Nudy... Tacy ludzie robią z siebie jeszcze większą szarą masę niż są naprawdę. Atak klonów to chyba najgorsze, co może być. I najnudniejsze. Przewidywalność, udawanie kogoś, kim się nie jest, upodabnianie się do innych... Z czymś takim daleko się nie zajedzie. Praktycznie stoi się w miejscu.


WYKOPALISKA :D :

Ze znienawidzoną przez wszystkich różową rapasolką:(

Z serii: słit focia w lustrze. ;x Też chciałam taką mieć:(

eeee?

Tak. To cała ja. :D


Także kochani moi, zbierzcie teraz swoje zgrabne tyłeczki, zastanówcie się nad tym, kim naprawdę jesteście, co naprawdę lubicie, w czym jesteście dobrzy, czym się różnicie i IDŹCIE TO PIELĘGNOWAĆ I SIĘ TYM CIESZYĆ. Bo to najlepsze, co macie! ♥ (:


sobota, 10 listopada 2012

Współczesne kanony piękna.

Dziś przeglądając jak co dzień kolejną dawkę papki dziennikarskiej na babskich portalach internetowych, zmierzyłam się, jak zawsze, z dziesiątkami zdjęć gwiazd, gwiazdeczek i innych celebrytek, modelek i tym podobnych, które wyznaczają dzisiejsze kanony piękności. Idealne twarze, gładkie, piękne i bez żadnej skazy ciałka bez grama tłuszczyku i tony fotoszopa poraziły moje źrenice.

Nie, nie jestem zawistna, zazdrosna etc. Ale dlaczego propaguje się coś, co realnie nie istnieje? Przecież każdy z nas ma jakieś swoje wady, mniejsze bądź większe, ale je ma.
Te fotki potrafią zrobić człowiekowi takiego gniota z mózgu, że brak słów. Panowie mają coraz to większe wymagania (mają spaczone spojrzenie na kobiece piękno i wymagają czegoś, co jest praktycznie niemożliwe do osiągnięcia, a potem wielkie rozczarowanie :P ) , a panie starając się im sprostać głodzą się, pocą, wystawiają na ból i zaczynają świrować z czasem. Nie mam nic przeciwko dbaniu o siebie, ale u niektórych przeradza się to w paranoję i zaczynają myśleć tylko o tym, żeby być ideałem. A ideałów nie ma - i nie będzie nigdy! Nie mówię, że jak tak nie miewam - jak większość kobit mam swoje kompleksy, ale nie przerodziły mi się (jeszcze?) w chorobę. Wszystko w granicach rozsądku, nie uważam się w końcu za aseksualny pasztet.
Będąc w tej chwili trzeźwo myślącym człowiekiem, zastanawiam się, co pięknego jest w kobiecie, której z każdej strony wystaje jakaś kostka, a na twarzy ma kilogramy tynku. Dlaczego narzuca się nam, jak mamy do jasnej cholery wyglądać? Gdzie myśl o tym, że każdy jest inny? A teraz większość chce wyglądać tak samo nieskazitelnie. Mówię większość, gdyż znam ludzi, którzy mają kanony piękna głęboko w d...  i wyglądają naprawdę lepiej niż to wszystko, co znajduje się na zfotoszopowanych fotach.
Moim skromnym zdaniem każda osoba ma w sobie coś pięknego, coś ciekawego i coś, czego nie ma nikt inny! I powinien o to dbać i skupiać się właśnie na tym.

Społeczeństwo zatraciło gdzieś zdolność logicznego myślenia i łapie wszystko to, co narzucają media. Bezmyślnie, bezkrytycznie, bez głębszej refleksji.
Dziś ocenia się ludzi głównie po wyglądzie, co średnio mi się podoba... Nie powinno tak być. Bo co z tego, że ktoś jest ładny (czyt. zgodny z obowiązującym kanonem urody), a w głowie ma próżnię.
Nie mogę powiedzieć - też miałam w swoim życiu okres, na szczęście bardzo krótki, gdzie patrzyłam na to, czy ktoś jest ładny, czy brzydki i wyrabiałam sobie na jego temat opinię. Ale z biegiem czasu przekonałam się, że jest to wielki błąd, którego teraz już nie popełniam. 

Telewizja, reklamy, internet, praktycznie wszystkie media propagują jakiś chory kanon, którego nie jestem w stanie pojąć. Zewsząd pojawia się jakaś chora presja. Zatraca się kanon naturalnego piękna. A my to łykamy jak dzikie kaczki i próbujemy się ZA WSZELKĄ CENĘ do niego upodobnić. A gdzie się podziewa w takich momentach indywidualność? Która (moim zdaniem) jest chyba najpiękniejszą cechą ludzką, jaka może być. Dlaczego to zatracamy? Strach przed opinią innych, przed wykluczeniem, nie wiem. Coś w tym musi być, skoro ktoś, kto wygląda inaczej jest z góry odtrącany przez resztę.
Napompowane wary, wielkie cycki, i cała reszta chuderlawa - ot dzisiejsze ideały <3 Coś mi się wydaje, że temu nie podołam :x Dziś dużo się nad tym zastanawiając stwierdziłam tylko, że nie ma sensu za tym wszystkim dążyć... I że chyba nadszedł czas zmienić nastawienie do siebie. Zacząć dbać o to, co jest ważne dla nas, a nie dla innych..



Dość daleko mi do ideału i miewam schizy na swoim punkcie, ale jakby nie było to LUBIĘ SIEBIE <3 i naprawdę sądzę, że jestem zajebista mimo że nie do końca mogę się wpasować w dzisiejsze kanony. Fajnie będzie jeżeli z biegiem czasu do wszystkich dotrze to, że mają w sobie coś niepowtarzalnego i nie będą ślepo podążać za współczesnymi ideałami!

Peace! :D

piątek, 12 października 2012

Mentalność Polaków (:

Czasami zastanawiam się, dlaczego. Dlaczego otacza mnie cała chmara ciągle narzekających i niechętnych do życia ludzi. Same marudy dookoła, a przecież jest na świecie tyle wspaniałych rzeczy, z których można czerpać kopę radości ;D Czasem naprawdę wystarczy uśmiech drugiego człowieka, a dzień od razu staje się piękniejszy! Dlaczego tego nie dostrzegamy i zwracamy uwagę tylko na negatywne rzeczy? Nie potrafię tego zrozumieć i kropka. A to za gorąco, a to za zimno, to nie pasuje, tamto też nie, mam dużo, ale mogłabym mieć jeszcze więcej, więc sobie na to ponarzekam. Ludzie, co się z Wami dzieje... Czemu tak jest? Jeśli jest Wam naprawdę tak ciężko, to dlaczego nie weźmiecie swoich leniwych tyłków z foteli i nie zrobicie nic w kierunku jakichś zmian na lepsze?! Skoro wiecie, że mogłoby być Wam lepiej, to czemu nie decydujecie się na poprawę?
Wiem, że lenistwo często przeważa nad planami, ale ja się jakoś staram z tym walczyć, dość opornie, ale JEDNAK i nigdy nie truję nikomu kichy przez to, że czegoś mi się nie chce, a potem mam tego konsekwencje. Każdy jest kowalem swojego losu, ale z tego, co widzę to większość woli zrzucić winę nawet na życie pozaziemskie, byle nie na siebie... Niektóre osoby mają bardzo ciężkie życie, a nie marudzą tak jak ludzie, którzy mają praktycznie wszystko, czego potrzeba by przeżyć. Nie umiemy docenić tego, co mamy. 'Mądry Polak po szkodzie' mówi się. I to prawda, bo dopiero, gdy coś stracimy to nagle uświadamiamy sobie, jakie to było dla nas ważne - że zaniedbaliśmy to i przez nasze lenistwo, albo przez sam fakt, że nie dostrzegaliśmy tego, tracimy coś cennego i wartościowego.
Każdy powinien mieć ustalone swoje życiowe wartości i fajnie by było, gdyby żył według nich.. Dom, rodzina, miłość, nauka, cokolwiek. Ale skupmy się na tym, co dla nas najważniejsze i czerpmy z tego maksimum szczęścia. Ja cieszę się każdą chwilą spędzoną w domu z najbliższymi, każdą chwilą spędzoną na uczelni, na którą jakimś cudem się dostałam i na której cudem zdałam pierwszy rok. Nie mam zamiaru teraz narzekać, że mam za mało/za dużo nauki, kiepski plan albo jeszcze coś innego. Bo wiem, ile nerwów kosztował mnie fakt, by tam być, by tam zagrzać miejsce na dłużej niż semestr albo dwa i nie mam ochoty teraz zwracać uwagę na jakieś nic nieznaczące detale (: I często zadaję sobie pytanie, dlaczego inni tak nie potrafią... Ciągle chcą mieć więcej, i więcej i jeszcze więcej i nic im się wiecznie nie podoba. Spotykam takich na każdym możliwym kroku i osobiście głupieję nie wiedząc, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z całą resztą...

Wiem, że jestem szczęśliwa. Dlatego, że mogę żyć, jestem zdrowa, mam rodzinę, przyjaciół, studia - mam wszystko, co jest dla mnie najważniejsze. I jest mi z tym po prostu... zajebiście. (:
Uwielbiam się śmiać! I czuć ból brzucha i wszystkich mięśni twarzy

 
Od dziecka na wiecznym zacieszu! :D 

Like a boss.

 


sobota, 14 lipca 2012

Witajcie!:)

Witam serdecznie! :)
W wakacje postanowiłam całkowicie oddać się swoim pasjom, a jedną z nich jest właśnie blogowanie, do którego zbierałam się dość długi czas. Moja przygoda z blogami zaczęła się jakieś 5 lat temu. Pierw była to tematyka zdrowia i urody, później pamiętnik, filmy bollywood, instrukcje na blogi, na wierszach kończąc. Najbardziej związana byłam z pamiętnikiem i jego prowadzenie szło mi najłatwiej - w sumie siłą rzeczy, skoro dotyczył w pełni moich odczuć, był dla mnie miejscem, gdzie mogę w pełni opisać, co myślę i co dzieje się w moim życiu. A w tamtym czasie naprawdę działo się wiele - w większości złych rzeczy, o których istnieniu wolałabym zapomnieć.
Od tamtej pory moje życie i postrzeganie świata zmieniło się diametralnie. Zatraciłam gdzieś tą wiecznie użalającą się nad swoją egzystencją dziewczynę i rozpoczęłam nowy rozdział. Blog - pamiętnik towarzyszył mi właśnie przez całą drogę przejścia od tamtego stanu do tego, w którym tkwię teraz - stanu błogiego szczęścia:)
Tematyka pamiętnikowa jest najbliższa mojemu sercu. Nie zawsze opisuję tylko to, co dzieje się w moim życiu, ale też rzeczy, które akurat mnie zainteresują, zmuszą do refleksji, sprawią, że zmienię zdanie na jakiś temat. Chciałabym by ten blog był w pełni odzwierciedleniem tego, co dzieje się w mojej głowie, tego, co myślę, czuję, obserwuję. 'Jeden worek', można by rzec.
Nazwa strony wzięła się, jak z resztą widać od słowa afirmacja, które można rozumieć różnie. Jest to swojego rodzaju sztuka pozytywnego myślenia i "stymulacja rozwoju osobistego poprzez samoakceptację". I to już jest pierwsza rzecz, która odzwierciedla moje myślenie :D Zawsze próbuję myśleć jak najbardziej optymistycznie i nie przejmować się wszystkim i wszystkimi dookoła. Zazwyczaj tak jest, lecz jak każdy człowiek mam czasem momenty załamania. Każdy się mnie pyta, jak to robię, że jestem zawsze taka uśmiechnięta i zadowolona. Długa droga do tego prowadziła, wiele musiałam przejść, by zrozumieć, jakie wartości są dla mnie najważniejsze - czym warto jest się przejmować, a czym nie. Gdy sobie to uświadomiłam, nabyłam umiejętność cieszenia się najmniejszymi rzeczami, którą uważam za swoją największą zaletę! :) Chciałabym by wszyscy tak mieli, bo jak widzę, że ktoś potrafi zamartwiać się totalnymi pierdołami, a nie umie tak samo cieszyć się z małych rzeczy to aż mi źle.. Życie jest tylko jedno i powinno się z niego czerpać pełnymi garściami. Ludzie codziennie narzekają na głupoty, a gdzieś na świecie są ludzie, którzy mają o wiele gorzej, a umieją żyć naprawdę! I bardzo ich podziwiam.
Według mnie najlepiej żyć chwilą. Uszanować przeszłość, być świadomym przyszłości, ale cieszyć się tym, co jest tu i teraz! To, co teraz piszę bardzo dobrze obrazuje mój ulubiony cytat, z mojego ulubionego, indyjskiego filmu:

" Dziś...
Już dziś odnajdź nowy powód do radości,
już dziś przeżyj to, o czym zawsze marzyłeś,
już dziś poczuj gorycz kolejnej porażki,
już dziś zacznij żyć od nowa,
już dziś podążaj za marzeniami.
Dziś! Cóż mogę dodać... Żyj, jakby jutra nie było" 

Ostatnio wypożyczyłam książkę Liz Fioggard "Jak być szczęśliwym". Mam na to co prawda swoją receptę, jednak miałam nadzieję, że czytając to znajdę może coś nowego, ciekawego. Może i nie dowiedziałam się niczego odkrywczego, ale na pewno pogłębiłam wiedzę, którą miałam wcześniej i teraz bardziej potrafię ją zastosować. Najbardziej chyba przypadł mi do gustu zawarty tam "Manifest szczęścia", którego użycie rzeczywiście może pomóc. Kilka pozycji mnie rozbawiło, ale sprawdzają się :D

1. Ruszaj się. Zafunduj sobie poranną gimnastykę trzy razy w tygodniu.
2. Ciesz się z tego, co masz. Pod koniec dnia pomyśl przynajmniej o pięciu rzeczach, za które jesteś wdzięczny.
3. Poświęć trochę czasu na rozmowę. Co tydzień odbądź godzinną, nieprzerywaną rozmowę ze swoim partnerem albo przyjacielem.
4. Posadź jakąś roślinę - choćby w skrzynce na kwiaty albo w doniczce. I dbaj o nią! (noł łej, do tego się nie zastosowałam. Przy mnie umarł nawet długowieczny żółw, nie byłoby szans, by coś, co w jakiś sposób żyje wytrzymało u mnie... :D )
5. Czas spędzany przed telewizorem skróć o połowę.
6. Przynajmniej raz dziennie uśmiechnij się do nieznajomego na ulicy.
7. Zadzwoń do przyjaciela. Skontaktuj się przynajmniej z jednym przyjacielem lub krewnym, z którym od dawna nie rozmawiałeś i umów się na spotkanie.
8. Serdecznie się pośmiej chociaż raz w ciągu dnia.
9. Codziennie spraw sobie jakąś nagrodę i daj sobie czas naprawdę się nacieszyć.
10. Zrób coś dobrego. Każdego dnia postaraj się zrobić dla kogoś coś dobrego.

Dobre to jest. :D I naprawdę pomaga :)
W poniedziałek wybywam do mojej cioci na 5 dni ( co z tego, że mieszkamy w tym samym mieście. Tyle że ja na osiedlu, a ona na peryferiach - domek nad plażą, wodospady, piasek, woda... Uwielbiam ten mały, brzeski raj :D). Muszę się porządnie zrelaksować, odpocząć od komputera, telewizji, od wszystkiego :D Na pewno dobrze mi to zrobi. Po powrocie zrobię coś z tym blogiem. Jakiś szablon ... (o ile pamiętam jak to się jeszcze robi w ogóle) i jakaś nowa notka też by się przydała:D  I przydałoby się w końcu pójść do jakiejś pracy. Żeby się za bardzo do tego lenistwa nie przyzwyczaić. Podładuję akumulatory i będę gotowa stawić czoło nowym, wakacyjnym wyzwaniom! Ha. Nie mogę się doczekać. ;)

Muszę się pochwalić, że Moja kochana Kaś dostała się na studia! Mmm trzeba będzie to solidnie uczcić:D

♫ Jay Sean - Sex 101 ft. Tyga