Słabo mi.
Słabo mi jak widzę to, co się dzieje teraz na świecie, w tym kraju, w moim mieście, otoczeniu.
Ludzie działają jak w jakimś amoku. W pogoni za pozycją zatracają swoje człowieczeństwo, jakąkolwiek moralność, uczucia. I wszystko po to, by "ekyyypa" nie wyśmiała. Przeraża mnie fakt, jak jedni ludzie działają na innych. Z jaką mocą może działać siła czyichś słów.
Ale do sedna.
Chce mi się rzygać, jak słyszę o osobach, które wyśmiewają, zaczepiają słabszych od siebie. O ile można ich nazwać w ogóle tymi silniejszymi, z takim podejściem. Bo każdy, jeśli będzie bardzo chciał, potrafiłby zaczepić jakąkolwiek słabszą od siebie pod jakimkolwiek względem osobę i stłamsić ją z każdej strony, za wszystko, co się tylko da. To żadna sztuka tak naprawdę, nie wiem jak można to postrzegać w takich grupkach jako szczyt odwagi, albo powód do popisania się. ŻAŁOSNE. Trzeba być totalnie moralnym dnem, by robić coś takiego. By tak negatywnie wpływać na przyszłe życie i psychikę człowieka, na jego postrzeganie świata, tylko po to, by zrobić wrażenie na innych. Tak, sama przez to kiedyś przeszłam, teraz się z tym nie spotykam, choć, nawet jeśli - to moja psychika się w miarę uodporniła. Ale co z osobami, które sobie z tym jeszcze nie poradziły?
To może uświadomię co poniektórych - ci ludzie traktują wszystkie słowa w ich stronę bardzo poważnie, nie biorą tego na żarty. Zapamiętują i namiętnie analizują k a ż d e słowo, sylabę, każdą głoskę. Ton głosu, mimikę. Taki niewinny, głupi "żarcik" może rozwalić ludzką psychikę na drobne kawałeczki, które ciężko później pozbierać w jedną całość i wyczyścić, by mogła dojść do siebie i uodpornić na jakiekolwiek nic nie znaczące opinie z ust osób, które nie zasługują na życie w społeczeństwie. Nie mówię tutaj teraz o zdrowej krytyce - bo każdy się z nią spotyka. Ale o bezsensownych zaczepkach ze strony osób, które chcą pozbyć się własnych kompleksów poprzez wyżywanie się na tych słabszych. A powodem do typowych wyśmiewek może być wszystko. Dosłownie każda część tego, co mamy lub czego nie mamy. I z tego co zdążyłam zaobserwować to z pokolenia na pokolenie jest z tym coraz gorzej. Chęć zaistnienia, posiadania pozycji w ekipie jest silniejsza od tego, co tak naprawdę się myśli i czuje, ludzie poddają się presji otoczenia raniąc innych. I fakt, może uda się zdobyć propsy w grupie, ale poza nią jesteście nic nie znaczącymi gnojami:*, którzy robią krzywdę słabszym. Tchórzami, którzy nie potrafią mieć swojego zdania i oceniają niewinnych, bez podstaw. Niszcząc im przy tym jakąś sferę życia.
A wszyscy jesteśmy ludźmi tak? Powinniśmy się wspierać, pomagać sobie - bo razem możemy więcej, niż w pojedynkę. Więc jaki jest sens w gnojeniu drugiego człowieka? ŻADEN. Wszyscy mamy prawo do spokojnego egzystowania, i nikt nie powinien nam go zakłócać. Bo jeśli to robi, to znaczy, że ma problemy z własnym życiem.
A JEŚLI MA SIĘ PROBLEMY Z WŁASNYM ŻYCIEM, TO PRÓBUJE SIĘ JE NAPRAWIAĆ, A NIE MASKOWAĆ JE NISZCZĄC ŻYCIE INNYM !
I tyle w temacie !
+ nutka badzo tematyczna.





