Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STRONA GŁÓWNA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STRONA GŁÓWNA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 października 2014

chocby na chwile uciec stad z toba w tytule.

już zawsze będzie lato, zapachy wiosny rano, pocałunki  na siemano, pocałunki na dobranoc. 

Całe szczęście, że ten rok akademicki się już zaczął, przynajmniej mam zajęcie i nie zadręczam się zbędnymi myślami. Ostatni melancholijny stan minął, jednak jak to w życiu bywa, jak się nie spieprzy jedno to się spieprzy drugie i tak w kółeczko ;) Nie jest to jednak tak banalne jak moje złe nastroje, które jestem w stanie zmienić, kiedy tylko zechcę. Jest to sytuacja, na którą nie mam wpływu. Martwię się bardzo, ale mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku, że to wszystko wydaje się takie groźne, ale niedługo się okaże, że jednak fałszywy alarm, jest zdrowie, nie ma się czym przejmować.

Póki co, toczy się moje życie socjo-psychologa, chociaż socjo mniej, bo jeszcze żadnych zajęć nie było. Zdałam sobie jednak sprawę, że te pierwsze rodzime studia są dla mnie najważniejsze i nawet wymarzony kierunek to nie będzie to samo - mam już za sobą te wszystkie pierwsze stresy, pierwsze sesje, kolokwia, więc czuję się nie tak, jakbym coś zaczęła, a kontynuowała z pewnymi zmianami. Jednakże cieszy mnie fakt, że się tam dostałam, zobaczę coś, co ciekawiło mnie latami. Czuję się tam momentami jak stary trup haha, ale dopiero potem dociera do mnie, że jestem jeszcze tylko DZIECIAKIEM ;) i zawsze gdzieś tam w głębi duszy nim będę.

Dzieciakiem, który lubi siąść z najlepszą przyjaciółką na ławce w chłodny wieczór i opowiadać małomądre anegdotki, śmiać się do rozpuku i wygłupiać, sącząc przy tym różne złote cuda. Dzieciakiem, który lubi mieć rozczepirzone włosy, trampy na nogach, wieczny banan na ryjku, głupie żarty w głowie (które niekoniecznie wszystkich śmieszą, magia suchara ;D), lubiącym pić herbatę z mlekiem i nieskończone ilości białej kawy, jeść lody o smaku buraczka, wszystko, co ma w sobie szpinak, oliwki, które wszyscy przeklinają oraz sławną tortillę - na talerzu, wpierw całą ją rozwalając (czym z niewiadomych powodów denerwuję ludzi -.-), mającym swoje dziwactwa i skłonności do strojenia durnych min. I tak naprawdę chyba nigdy nie spoważnieję, przynajmniej tak czuję, że to jeszcze nie ten moment. Stuknęło mi dwajściadwa lata, niektóre moje koleżanki założyły już swoje rodziny, ja siebie jeszcze w tym nie widzę, czuję się za gówniarsko, nie jestem na to gotowa. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ważne w sumie, że nienajgorzej się z tym poczuwam :D Na wszystko przyjdzie pora, a nic nie zamierzam już robić wbrew sobie .. Gdy wymaga tego sytuacja potrafię być poważna. Na codzień jednak nie widzę potrzeby by spinać pośladki i zadzierać nosa, bo po co? Mam kochanego chłopaka, wspaniałych przyjaciół, młodszą siostrę, mamuśkę - doprowadzają mnie czasem do szewskiej pasji, ale bez nich moje życie byłoby puste i bez sensu - nic nie jest dla mnie tak ważne jak oni. Nie muszą nic robić, ważne, że po prostu są i przy nich mogę być w pełni sobą, bez wstydu i zahamowań ;D ;)



Kocham człowieków, serio. 

niedziela, 21 września 2014

"szukam siebie jak wspomnienie swoich dróg" - stan totalnego zagubienia.

Każdy z nas przechodzi w życiu przez taki etap, gdy zadaje sobie pytanie, kim tak naprawdę jest, o czym marzy i co chce osiągnąć. Zastanawiamy się, co ma sens, a co nie, czy nasze myśli są naprawdę nasze, czy może są nam narzucone i tak nam się tylko wydaje. Myślimy, czy żyjemy tak jak chcemy, czy tak, jak chcą tego inni. Stan totalnego zagubienia. Nie wiesz, które uczucia i myśli są faktycznie Twoje, czy zdanie wypowiadane przez Ciebie jest tym, co dokładnie w tej chwili myślisz, czy uznajesz, że "powinieneś tak powiedzieć". Kalkulujesz - jestem tak wygodny?- "a powiem to, co chce usłyszeć tak dla świętego spokoju" tak dobry? - "nie powiem tego, co myślę, bo może być tej drugiej osobie przykro"; albo tak bardzo uległy, że nie potrafię wypowiedzieć tego, co aktualnie mam w głowie? czy może po prostu wolę mówić to, co chcą usłyszeć inni, bo boję się dyskusji? a może jednak jestem typem człowieka, który mówi to, co naprawdę myśli i czuje, nie zważając na opinię innych? - Ostatniemu typowi szczerze zazdroszczę, fakt - powinno się zastanowić nad uczuciami drugiego człowieka, więc opcje wcześniejsze są czasami potrzebne, jednak z umiarem .. A mi tego umiaru ostatnio bardzo brakuje. Gdy zaczynam patrzeć na swoje myśli i uczucia i wyrażać to, co aktualnie mam w głowie to czuję się jak totalna egoistka. Wiem, że raz na jakiś czas warto być egoistą, choćby dla własnego psychicznego zdrowia - jednak ogrom tych wszystkich sprzecznych informacji, które w sobie mam zaczynają mnie przytłaczać.

Jutro kończę 22 lata, a czuję się, jakbym utraciła jakąś część siebie, sporą część. Nie potrafię określić tego, co myślę, tego co czuję, nie umiem tych emocji nazwać - poza kompletnym stanem zagubienia. Czuję się jak bezbronne dziecko, nie mogę się otrząsnąć. Wszystko mnie przerasta. Dokładnie tak, jakbym utraciła jakąkolwiek kontrolę nad swoim życiem i tym, co się w nim dzieje. Tak, jakby to inni pisali mi życiowy scenariusz, a ja tylko z niego korzystała. Ulotniła mi się gdzieś radość życia, chcę ją odzyskać z powrotem. Pragnę odzyskać kontrolę nad tym, co się u mnie dzieje, nad tym, jak traktują mnie inni. Wystarczyła chwila mojej słabości, by wszystko dookoła przejęło nade mną kontrolę. Jestem wyprana z wszelkich ideałów.

Chcę być po prostu z powrotem szczerym, uśmiechniętym dzieciakiem łaknącym więcej od życia.
Z dniem swoich dwudziestych drugich urodzin mam zamiar coś w tym kierunku zrobić, coś zmienić, coś rozpocząć i coś zakończyć. I są to podwójnie ważne obietnice, gdyż składam je sobie - swoją drogą wielką prawdą jest, że największym wrogiem człowieka jest on sam - wiem, że wszystko w moich rękach, muszę tylko odnaleźć na tyle siły, by wrócić na dobre tory. I jestem pewna, że to się uda. Potrzebuję tylko czasu na refleksję - nad tym, co tak naprawdę jest dla mnie ważne - i coś w tym kierunku robić, bo stan, w którym teraz się znajduję jest niedopuszczalny. Od teraz będę się liczyć ze sobą i swoimi emocjami - w końcu nikt nie może mi mówić, jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze .

Z pozdrowieniami dla wszystkich tych, co znajdują się w podobnym położeniu do mojego - odnajdźmy w sobie energię do działania. To tylko przejściowe... ;)



wtorek, 29 lipca 2014

jestem tylko dzieciakiem, który od zawsze wierzył tutaj w swoje marzenia !


No więc,
(tak wiem, nie zaczynamy zdania od "no więc", głos polonistki wystarczająco wykrzyczał mi to w głowie, ale jakoś nie mogę ogarnąć tyłka, nie umiem i nigdy nie umiałam pisać wstępów, jakieś spaczenie intelektualne:P).



No więc od 4 lipca jestem licencjonowaną "panią socjolog". To brzmi dziwnie, i poważnie, wydaje mi się, że na tyle poważnie, że aż do mnie nie pasuje, dlatego drażni mnie, gdy ktoś tak do mnie mówi, ale bardzo lubię fakt, iż jednak udało mi się wybronić i jestem przyszłą nadzieją sieci McDonald's ♥ A tak serio to jest jednak jakiś zakończony etap życia i mimo wszystko w pewien sposób cieszy. Idąc na studia obrałam sobie za cel, by zrobić minimum ten stopień licencjata, tak więc można rzec - osiągnęłam to, co chciałam, ale na tym nie poprzestanę, idę dalej, tak samo, jak większość mojego zdolnego roku. :) 
Jak sobie pomyślę, że jeszcze pisząc tu te parę miesięcy temu nie miałam nawet pierwszego rozdziału pracy i bałam się tego, jak to będzie wyglądać, czy zdam, czy nie.. W tak krótkim czasie zmieniło się tyle rzeczy, że nie idzie tego normalnie ogarnąć rozumem. Ale tak już mam, wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, a potem wielkie bum, panika i wielkie nakłady niekończącej się weny pod presją czasu :D Mój optymizm czasem jednak płata mi figle i działa zbyt mocno, przez co napisałam swoją wyjechaną w kosmos pracę w zaledwie tydzień (zbierając do kupy wszystkie dni, w których coś robiłam, i w trakcie których i tak znalazłam jeszcze czas na obijanie, bo "przecież ja ze wszystkim zdążę" - i się nie myliłam:P).



W międzyczasie zdążyłam też poprawić maturę i dostać się na psychologię - kierunek, o którym marzyłam odkąd tylko pamiętam, a nie udało mi się to wcześniej. Jak już kiedyś stwierdziłam - na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Za dwa lata, po skończeniu socjologicznej magisterki, będę mogła zacząć szukać pracy i kontynuować sobie spokojnie tę psychologię. W końcu będę się uczyć i zajmować tym, co mnie kręci naprawdę i do czego znajdę jakiekolwiek chęci. 
Chcieć to móc, wiem, że sobie poradzę, może nie będzie to najłatwiejsze, ale - "kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje", prawda? ;D Złota zasada, której warto się trzymać. Wystarczy uwierzyć w swoje możliwości, zacząć coś robić, by zdobyć to, czego się pragnie i można to mieć, bo mimo, że myślenie ma naprawdę magiczną moc to bez działań nic nie da i nie ma się co łudzić ;D 

Warto próbować choćby dlatego, że dążenie do osiągnięcia celu jest całkiem dobrą zabawą, i szczerze powiedziawszy sprawia o wiele więcej radochy niż samo marzenia spełnienie ;D 


Dziś minęło 7 miesięcy mojego związku i z dumą mogę powiedzieć, że z dnia na dzień jestem zakochana coraz mocniej, a relacja ta daje mi multum radości i mimo wcześniejszego strachu, że mogę stracić przyjaciela, stwierdzam tylko jedno... warto było zaryzykować! Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna, niż tego, że chcę z Nim być. ♥  Czasem wpadnie jakaś mała kłótnia, bo wiadomo, idealnie nie jest, ale o dziwo te małe kłótnie nas wzmacniają, a nie rozdzielają, dzięki Bogu. Całe życie czekałam na kogoś takiego, a on był tuż pod moim nosem, nie ma to jak się opamiętać w ostatniej chwili ;D Gdzie mój mózg ;D


I tym radosnym akcentem żegnam się z Wami pewnie na kolejne sto miesięcy, haha!

Apel do mojej Nadii: Pamiętaj Stara, jesteś silną laską, wierzę w Ciebie! :* ♥ 



Cześć Bambus ♥ , cześć Tibijczyku. ♥ 



piątek, 28 marca 2014

tylko Bóg ma prawo by móc nas osądzić.

Jak nic nie piszę, to nie piszę, a jak już się rozkręcę to notki będą nawet codziennie. :)

Dziś przypomniałam sobie o istnieniu mojego starego bloga, którego założyłam jeszcze w gimnazjum, a skończyłam pisać na etapie ostatniej klasy liceum. Niektóre notki wywołały we mnie śmiech, inne mnie trochę przeraziły - w niektórych momentach wydawało mi się, że byłam kiedyś poważniejsza i rozsądniejsza niż teraz. Jedno jest jednak pewne - moje podejście do świata nie zmieniło się od tamtej pory znacząco. Jednakże moją szczególną uwagę przykuł jeden wpis - musiałam go stworzyć w dość sporej frustracji, ale tej Pauli z 2008 roku powinnam dzisiaj przybić siarczystą piąteczkę i przypomnieć sobie, jakie wcześniej miałam wartości. Oto jego fragment:

"Jak pisałam, codziennie uczymy się czegoś nowego. Czego się nauczyłam wczoraj? Że nie powinniśmy ulegać innym. Wszyscy chcą mnie zmieniać. Dlaczego? Bo jestem sentymentalna? Dlaczego niektórzy (nawet najbliżsi) mówią: Gdybyś była inna ... Ale ja nie jestem inna. Ja jestem sobą. Nie będę udawać kogoś innego tylko dlatego, że komuś się coś nie podoba. Mają pecha . Dlaczego ludzie to robią? Dla wygody? Żeby im było lepiej? Ludzi nie można zmieniać, lecz można "leczyć" ich niektóre wady. Drażni mnie też jak ktoś chce mi układać życie. Wszystko se zaplanowali. Będziesz studiować tam, mieszkać tam.. Będziesz mieć bogatego męża. A ja chcę być po prostu zwykłym psychologiem, który będzie pomagał innym. Chcę mieszkać na tym moim "zadupiu". W tym moim małym mieszkanku. I nie muszę mieć bogatego męża. Jak już pisałam kiedyś może być biedny, ale żeby mnie kochał. Bo to nie pieniądze, lecz miłość i przyjaźń między ludźmi jest najważniejsza."

 Faktem jest, że zmieniamy się spotykając na drodze różnych ludzi, dojrzewając, poznając nowe rzeczy. Nie powinniśmy jednak zmieniać się tylko dlatego, że komuś nie pasujemy. To my tworzymy swoje życie, swoją tożsamość. Ludzie mogą się do tego ewentualnie przyczynić, ale NIE robić to ZA NAS. Ludzie przychodzą i odchodzą, a to, jacy jesteśmy nie może być zależne od nich, gdyż to potem MY będziemy żyli sami z sobą i to NAM musi pasować to, jakimi ludźmi jesteśmy. Każdy niech się zajmie sobą i nie wtrąca swoich kilku groszy tam, gdzie mu nie trzeba. Musimy żyć w zgodzie ze sobą, bo tylko wtedy będziemy mogli żyć w zgodzie z innymi. :) Ludzie potrafią tłamsić się nawzajem i rzucać kłody pod nogi, sztuką jest więc sobie z tym radzić i na to nie pozwolić. Nikt nie może nam mówić, jak mamy żyć, bo nikt za nas nie umrze. Każdy z nas jest indywidualnością i powinien odpowiednio pielęgnować swoje własne idee, wartości i przekonania, bo to właśnie one czynią nas wyjątkowymi. Też czasem o tym zapominam, ostatnio się dość zatraciłam, ale cieszę się, że trafiłam na tamten wpis, bo otworzył mi on oczy, kim naprawdę jestem i czego tak naprawdę chcę. ;))

takie tam, jeszcze z praktyk :D Pozdrowienia dla fotografki Andreły <3 ;*


__________________________________________________

Dzisiejsze wydarzenia z nocy uświadomiły mnie, jak niektórzy ludzie są dla mnie ważni, że moje życie nie byłoby bez nich takie samo, że za mało pokazuję, jak bardzo kocham, że muszę się uzewnętrznić bardziej, muszę wrócić do starej siebie, że nie chcę później niczego żałować, że mi zależy, że życie jest zbyt krótkie na kłótnie i spory, że każda sekunda jest ważna, że czasem trzeba schować dumę do kieszeni i przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Tak bardzo Cię kocham, mamo.

czwartek, 27 marca 2014

`w każdą chwilkę wbijam szpilkę, jak pinezkę w deskę! `

Chyba właśnie pobiłam swój rekord w nie pisaniu tutaj. 
Prawie pół roku bez notki. Tyle razy się do tego zabierałam, nie wiedziałam jednak od czego zacząć, tak wiele rzeczy się wydarzyło w moim życiu od listopada, że ciężko to wszystko ogarnąć słowami.

Szczerze mówiąc nieco się zagubiłam w tym, co robię, co powinnam, a czego nie. Popełniałam błąd za błędem nie licząc się z późniejszymi konsekwencjami, które ciągną się za mną do tej pory. Dużo zmian zaszło we mnie przez ostatnie miesiące. Przestałam być tak wesoła, uśmiechnięta, wygadana i beztroska, jak wcześniej. Nie powiem - jestem nadal, ale już nie w takim stopniu. Bardzo mi tego brakuje... I uświadamia, że od niektórych ludzi należy trzymać się w bezpiecznej odległości, bo mogą stłamsić cały nasz światopogląd swoją nieocenioną "wszechwiedzą".
Paru znajomości żałuję, jednak mam nadzieję, że wyciągnę z nich po prostu lekcję i będę żyć dalej, ze swoim starym, pozytywnym podejściem, bo co innego mi już pozostało? Niektórych rzeczy się nie cofnie i trzeba z nimi żyć. Szkoda było tylko mojego cennego czasu, zaangażowania i chęci, bo mogłam je spożytkować w inny, lepszy sposób. Ale już chrzanić to. Co się stało to się nie odstanie:) Następnym razem, zanim sobie coś ubzduram w tej swojej głupiutkiej, naiwnej główce to zastanowię się wcześniej 100 razy, po prostu i sądzę, że będzie dobrze;D Dziękuję za pomoc w wyjściu z tarapatów najbliższym mi ludziom i liczę na to, że pomożecie mi wrócić do dawnej siebie, konkretnie;* Muszę się opamiętać bo i mi samej brakuje już tej wielkiej dawki bólu policzków od uśmiechu, cieszenia się bez powodu i tych wszystkich wygłupów, beztroskiej radości, wszystkiego! (ale mam piękną składnię, widać, że już dawno nie pisałam ;v). Wiem, że trochę Was zaniedbałam, ale nadrobimy, prawda? ;>

Jednakże, jak to się mówi... Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - wydarzenia te sprawiły, że polepszył mi się wzrok. Poprawiło mi się widzenie. A tak jaśniej, to po prostu zaczęłam zauważać i doceniać więcej rzeczy, których wcześniej nie widziałam! Dojrzałam do podejmowania pewnych decyzji i podjęłam te, których byłam w stu procentach pewna.
Te ponad 2 lata znajomości, spotkań i wymieniania wiadomości musiały w końcu zaowocować głębszą relacją;) Niby każde z nas myślało, że nic z tego nie wyniknie, albo mieliśmy różne zdania na ten temat.. Ale w końcu się zsynchronizowaliśmy i zaczęliśmy się mieć ku sobie w jednym czasie, i wyszło, co wyszło. Jestem jedną z najszczęśliwszych kobiet na świecie, która ma u swojego boku najfajniejszego mężczyznę, jaki mógł się trafić. Gdzież ja bym wcześniej pomyślała, że ten przystojniak z pociągu stanie się kiedyś miłością mojego życia? Za parę dni minie nam okrągły kwartalik, czyli 3 miesiące - i będzie ich o wiele więcej, bo jednak jak to mi kiedyś ktoś powiedział... Trzeba zacząć od przyjaźni, dopiero na takim fundamencie najbezpieczniej tworzyć związek. Pierw mnie to śmieszyło i wydawało się mało możliwe, jednak okazało się prawdą. Wiadomo, na początku był strach, czy to dobra decyzja, bo może się stracić nie tylko partnera, ale też i przyjaciela. Jednak wydaje mi się, że ta więź jest na tyle silna, że przetrwa wiele. Wiemy o sobie wiele, naprawdę wiele i świadomość tego, że ktoś akceptuje Cię i kocha takiego jakim jesteś jest wspaniała. W końcu mogę powiedzieć, że dobrze wybrałam. Ja jestem szczęśliwa, moja rodzina akceptuje mój wybór i w drugą stronę jest tak samo. Sytuacja idealna, i oby zostało tak jak najdłużej! W końcu osiągnęłam wewnętrzny spokój. ♥♥♥

 Jeśli chodzi o inne sprawy to: moja praca licencjacka w toku, w sumie bałam się, że nie napiszę ani słowa, ale powoli ogarniam sytuację. Po drugie, ja, bardzo inteligentne dziecię wymyśliłam sobie zabawę w spełnianie marzeń i zapisałam się na poprawę matury, by móc pójść na swoją wymarzoną psychologię;) Po trzecie cieszy mnie wizja tego, że przez kolejne kilka dni ma być piękna, słoneczna pogoda, która napawa mnie do życia. Po czwarte: Potrzebuję tytułu jakiejś świetnej książki, po której nie będę mogła się otrząsnąć, bo tak zapadnie mi w pamięć! Po piąte: Moje włosy! [*] Musiałam moje pukielki trochę skrócić, brakuje mi ich ;x A po szóste... Eeee, kawa na noc nie była chyba najlepszym pomysłem ;x



Pozdrówki !

piątek, 1 listopada 2013

o chłodności słów kilka.

I zaczęło się.
Cholerny listopad. Ledwo się rozpoczął, a już mam go po dziurki w nosie, bo zaczynają mnie dopadać nienajlepsze myśli, cały stos refleksji, jakieś smutki, wspomnienia (tak jest co roku, i owszem, też zdarzają mi się gorsze dni). Może to ta aura cmentarna mnie przytłacza, nie mam pojęcia. Ale wiem jedno - jest nienajlepiej. Dziś na tapetę poszedł mój ogólnoodczuwalny chłód. Ostatnio dość często większość mi to wypomina, więc uznałam, że może warto się trochę nad tym zastanowić, albo co nieco wyjaśnić.

Ludzie, którzy przebywają ze mną na co dzień doskonale wiedzą, że rzadko kiedy okazuję jakiekolwiek uczucia. Co jednak nie oznacza, że ich nie mam.

Tą hmm.. umiejętność, nabyłam podczas najcięższego okresu w moim życiu. "Uodporniłam się" na wszelkie skrzywdzenia i tym podobne. Nikt po mnie nie widział, że coś złego się dzieje, że jestem załamana - i bardzo się z tego cieszyłam, bo nienawidzę przytłaczać ludzi swoimi problemami. Później się to trochę zmieniło, zaczęłam się zwierzać przyjaciołom, ale nadal bez okazywania głębszych emocji. Najlepiej wychodzi mi pokazywanie radości i złości. Ale że jest mi przykro? Że mi na czymś/na kimś zależy? NIGDY. Tak mi to weszło w nawyk, że już po prostu NIE POTRAFIĘ! Nie znoszę, gdy ktoś patrzy na mnie ze współczuciem lub wyrzutami sumienia. Chyba, że skrzywdził mnie celowo - to tym bardziej, dla nie sprawienia mu satysfakcji - nie pokażę po sobie nic! Takie tam sprawy honoru.
Ze sprawami czysto uczuciowymi też jest u mnie bardzo ciężko - nie umiem pokazać, że mi na kimś zależy, że coś czuję, albo że chociaż kogoś lubię... mówię jedno, myślę drugie, robię trzecie - można oszaleć. Zaczyna mnie to przytłaczać, konkretnie... Ale jest to silniejsze ode mnie. Siedzę w tak grubej skorupie, że nikt nie ma szans się przez nią przebić. Dopóki ja sama czegoś z tym nie zrobię. Największy ból sprawiła mi sytuacja, gdy bardzo mi na kimś zależało, jak na nikim nigdy wcześniej, ale co zrobiłam...? Nic. Po prostu oświadczyłam, że jest mi ta osoba obojętna, NIE to NIE. "Nie będę się prosić" itp. Po czym usłyszałam, że mi nie zależało i nie zależy, bo gdyby było inaczej to bym się starała albo chociaż to okazała i że tego NIE WIDAĆ. I przepadło. Już tego nie ma i nigdy nie wróci.
To jest okropne.. Nie umieć okazać tego, że chce Ci się płakać, krzyczeć i że coś jest dla Ciebie ważne. Że byłbyś w stanie oddać wszystko, zmienić. Że jest przykro, że współczujesz, żałujesz, szczerze przepraszasz. Ludzie myślą, że masz ich głęboko gdzieś, że się dla Ciebie nie liczą i nic nie znaczą. A rzeczywistość jest zupełnie inna... Tak bardzo chciałabym się tego pozbyć. Jednak strach przed skrzywdzeniem jest większy. Strach przed okazaniem słabości też. To jest żałosne - że strach jest tu górą.
Tyle rzeczy chciałabym cofnąć, tyle zmienić - wiem, że się nie da, ale żyję nadzieją, że coś we mnie pęknie i przy następnych okazjach dam z siebie wszystko, a nie jakąś marną, zimną cząsteczkę.
Mówię dużo, bardzo dużo. Lecz bez grama uczucia, zdaję sobie z tego sprawę. O rzeczach, które mnie bolą mówię jak o zeszłorocznym śniegu. O tych, co cieszą - jak o porannym śniadaniu. :/
Naprawdę, nie jestem taka, jak wszyscy myślą... Mam w sobie mnóstwo uczucia, jednak nie potrafię go z siebie wydobyć. Wolę rzucać ironią i sarkazmem z uśmiechem na ustach niż wszystko z siebie wyrzucić.

Z góry przepraszam wszystkich tych, których w jakikolwiek sposób kiedyś skrzywdziłam bądź uraziłam. Oraz tych, którzy myślą, że nic dla mnie nie znaczyli i nie znaczą. Nie jest tak, na pewno.



poniedziałek, 21 października 2013

`oni patrzą lecz nie widzą...


...z Twojej radości szydzą, 

przychodzą, kiedy są w potrzebie ` 

Cały czas czuję się, jakbym miała wakacje. 3 tydzień studiów, a tu dalej brak normalnych zajęć. Sama już nie wiem, czy to dobrze, czy źle.. Nigdy nie sądziłam, że nadmiar wolnego czasu może doskwierać tak rozleniwionej osobie jak ja ^^ Życie potrafi zaskakiwać ;D Niedługo trzeba zacząć ogarniać coś na ten nieszczęsny licencjat - bo coś czuję, że marny będzie los mój i mojego wykształcenia (mimo nieskończonej wiary w cuda :D).
Tyle myśli kłębi mi się w głowie i nawet nie wiem, od czego zacząć. 

Na pewno od tego, że ze wszystkim staram się walczyć: 
- z moim ostatnioczasowym wyizolowaniem od społeczeństwa - póki co, jestem na wygranej pozycji, bo w końcu ruszam swoje tłuste poślady z ciepłego domku - po moich ostatnich emocjonalnych szaleństwach było z tym dość ciężko. Mam nadzieję, że wszyscy ludzie, których olewałam tyle czasu po prostu mi wybaczą - ciężki okres na szczęście już za mną, teraz możecie mnie 'dręczyć' do woli, jestem jak najbardziej za <3 Brakuje mi już ludzi. Brakuje mi czasów, gdy w ogóle nie było mnie w domu, bo całe dnie szwędałam się z koleżankami bez celu, mając milion tematów na ustach i ciągły uśmiech na twarzy - bardzo mi tego brak - czas to jednak morderca bez serca!
- z moją nieograniczoną możliwością obijania się - tutaj też 1:0 dla mnie - postawiłam sobie kilka celów i póki co dążenie do nich mi wychodzi. Pilnuję się ze wszystkim, dzień wcześniej planuję sobie co mam zrobić i to po prostu robię - bez namyśleń, bez wymówek. Całkiem dobrze mi idzie - NIE MAM POJĘCIA na jak długo, ale cieszymy się teraźniejszością, prawda? :D 

- z nerwowością - nie chce mi się już denerwować, niech się dzieje wola Boga. Wrzuciłam na bieg szósty - czill i żyję sobie własnym tempem. ;) Czas zawirowań już minął, poza tym stres wyniszcza organizm, nie?:D

Sieeeeemka Dżekson! :* :D



Miesiąc temu magiczne 21 mi pykło - nikt mi tyle nie daje, wiem, poważnie to ja raczej nie wyglądam z moim wiecznie przyklejonym głupkowatym uśmiechem - co daje mi jeszcze więcej radości, bo stety, albo niestety nadal czuję się jak dzieciak i w tym stanie chyba pozostanę jeszcze jakiś czas. Swoją drogą każdy z nas ma coś z dziecka - przynajmniej tak się usprawiedliwiam.... :D



Jesień - czas smutów i depresji - musimy z tym walczyć ludziska. Nie ma co się dawać ciśnieniom, pogodzie i innym zjawiskom meteorologicznym :D Jednak do najprostszych to nie należy.
Jakieś pomysły? ;*


środa, 11 września 2013

dosyć! spójrz mi w oczy, wiesz przecież..

Słabo mi.

Słabo mi jak widzę to, co się dzieje teraz na świecie, w tym kraju, w moim mieście, otoczeniu.

Ludzie działają jak w jakimś amoku. W pogoni za pozycją zatracają swoje człowieczeństwo, jakąkolwiek moralność, uczucia. I wszystko po to, by "ekyyypa" nie wyśmiała. Przeraża mnie fakt, jak jedni ludzie działają na innych. Z jaką mocą może działać siła czyichś słów.
Ale do sedna. 
Chce mi się rzygać, jak słyszę o osobach, które wyśmiewają, zaczepiają słabszych od siebie. O ile można ich nazwać w ogóle tymi silniejszymi, z takim podejściem. Bo każdy, jeśli będzie bardzo chciał, potrafiłby zaczepić jakąkolwiek słabszą od siebie pod jakimkolwiek względem osobę i stłamsić ją z każdej strony, za wszystko, co się tylko da. To żadna sztuka tak naprawdę, nie wiem jak można to postrzegać w takich grupkach jako szczyt odwagi, albo powód do popisania się. ŻAŁOSNE. Trzeba być totalnie moralnym dnem, by robić coś takiego. By tak negatywnie wpływać na przyszłe życie i psychikę człowieka, na jego postrzeganie świata, tylko po to, by zrobić wrażenie na innych. Tak, sama przez to kiedyś przeszłam, teraz się z tym nie spotykam, choć, nawet jeśli - to moja psychika się w miarę uodporniła. Ale co z osobami, które sobie z tym jeszcze nie poradziły? 
To może uświadomię co poniektórych - ci ludzie traktują wszystkie słowa w ich stronę bardzo poważnie, nie biorą tego na żarty. Zapamiętują i namiętnie analizują k a ż d e słowo, sylabę, każdą głoskę. Ton głosu, mimikę. Taki niewinny, głupi "żarcik" może rozwalić ludzką psychikę na drobne kawałeczki, które ciężko później pozbierać w jedną całość i wyczyścić, by mogła dojść do siebie i uodpornić na jakiekolwiek nic nie znaczące opinie z ust osób, które nie zasługują na życie w społeczeństwie. Nie mówię tutaj teraz o zdrowej krytyce - bo każdy się z nią spotyka. Ale o bezsensownych zaczepkach ze strony osób, które chcą pozbyć się własnych kompleksów poprzez wyżywanie się na tych słabszych. A powodem do typowych wyśmiewek może być wszystko. Dosłownie każda część tego, co mamy lub czego nie mamy. I z tego co zdążyłam zaobserwować to z pokolenia na pokolenie jest z tym coraz gorzej. Chęć zaistnienia, posiadania pozycji w ekipie jest silniejsza od tego, co tak naprawdę się myśli i czuje, ludzie poddają się presji otoczenia raniąc innych. I fakt, może uda się zdobyć propsy w grupie, ale poza nią jesteście nic nie znaczącymi gnojami:*, którzy robią krzywdę słabszym. Tchórzami, którzy nie potrafią mieć swojego zdania i oceniają niewinnych, bez podstaw. Niszcząc im przy tym jakąś sferę życia. 
A wszyscy jesteśmy ludźmi tak? Powinniśmy się wspierać, pomagać sobie - bo razem możemy więcej, niż w pojedynkę. Więc jaki jest sens w gnojeniu drugiego człowieka? ŻADEN. Wszyscy mamy prawo do spokojnego egzystowania, i nikt nie powinien nam go zakłócać. Bo jeśli to robi, to znaczy, że ma problemy z własnym życiem.

A JEŚLI MA SIĘ PROBLEMY Z WŁASNYM ŻYCIEM, TO PRÓBUJE SIĘ JE NAPRAWIAĆ, A NIE MASKOWAĆ JE NISZCZĄC ŻYCIE INNYM !

 I tyle w temacie ! 

+ nutka badzo tematyczna.


środa, 4 września 2013

mówię, co czuję i nie poprę szajsu!;*

Siema siemson siemanko! ;**

Dzisiejsza notka   b e z    m ą d r o ś c i ,  n a  s p o n t a n i e  

Powiedzcie mi: Czym by było nasze życie bez przyjaciół? Ile byłoby warte? I czy w ogóle byłoby coś warte? ;)

Zawsze trzymałam się 2, 3 osób, twierdząc, że nie liczy się ilość, tylko jakość - i nadal stwierdzenie to jest prawdą, jednak przez ostatnie kilka lat poznałam tak dużą liczbę fantastycznych, wartościowych osób, że w moim otoczeniu jakość i ilość razem rosną w siłę! ;>
Przyjaciele - to jedyna sfera mojego życia, która jest stabilna. Zawsze mam kogoś po swojej stronie, zawsze mam do kogo się zwrócić o pomoc, radę, nie ma dnia bym nie miała z kim porozmawiać. Nigdy żadna z tych osób nie odwróciła się ode mnie plecami, gdy byłam w potrzebie, mogę liczyć na wsparcie z każdej strony. Potrafią wyciągnąć mnie z najgorszego doła, są ze mną i w radościach i w smutkach, czasem zdarzy się któremuś na mnie nakrzyczeć, żebym się w końcu ogarnęła. Nie ma dnia, bym czuła się samotna. Dzięki tym wszystkim Świrom, czuję w sobie mega powera i chęci do działań! ;> Przy nich mogę być sobą w 100%, znamy się na wylot, jedno wie, o czym drugie myśli, wystarczy jedno spojrzenie i wszystko jest jasne i to jest niesamowite! Niczego nie trzeba udawać, mówi się, co się myśli, wszystko na luzie. Akceptujemy wszystkie swoje wady i zalety. Mimo, że jestem czasem wredna (czasem? no dobra, może trochę częściej ;P ), opryskliwa i łatwo się denerwuję to nasze stosunki się nie zmieniają. Trzymamy się razem. Możemy na siebie liczyć. ZAWSZE. Coś pięknego.
Z jednymi przeżyłam więcej, z innymi mniej, jednak wiedzą o mnie prawie wszystko. Własna rodzina nie zna mnie tak jak te Wariaty;D

~ dzióbki ;__ ;  Andzia :D


I tutaj z miejsca chciałabym im wszystkim podziękować. Za to, że są. Tak bezinteresownie, po prostu. Bez nich życie byłoby puste, niekompletne. Ci, co naprawdę nimi są, będą wiedzieć, że to o nich mowa! ;* Wiedzcie, że zawsze możecie na mnie liczyć. W każdej sytuacji. Tak, jak ja mogę liczyć na WAS:* Bo:

- do kogo mogę zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i wyrzucić z siebie wszystko, co leży mi na sercu?
- kto przyjeżdża o 2 w nocy na opolski dworzec, bo dziecko pociągów nie sprawdziło i do 4 rano siedziałoby samo z młodszą siostrą wśród dworcowej elity? ;__ ;
- kto wyciąga mnie na chama z domu, mimo że się zapieram nogami i rękami?;D a potem stwierdzam, że to był dobry pomysł;D
- kto pomaga mi naprawiać moje błędy, gdy coś napsocę?;>
- kto przywołuje mnie do porządku, gdy jestem nie do zniesienia? 
- kto jest przy mnie w najgorszych momentach mojego życia?

KOCHAM WAS WSZYSTKICH.




P.S. W dodatku tolerują moje suche żarty ;___ ;  - a to jest wyczyn :D

niedziela, 1 września 2013

"istnieć" to nie znaczy "żyć".

Ta notka nie będzie raczej jedną z tych pozytywnych, albo tak mi się tylko wydaje - zależy jak kto ją odbierze.

"Dziś" z pewnością nie jest moim najlepszym dniem. Zbyt wiele głupich myśli mnie dopada i za dużo zaczyna do mnie docierać. Spora ilość wspomnień do mnie wraca, a niektóre demony przeszłości prześladują mnie nadal, mimo tego, że z całych sił staram się z nimi walczyć.

Wcześniej moje życie nie należało do tych najbardziej kolorowych. Jedyny beztroski okres trwał mniej więcej do końca podstawówki. Był to czas, gdy na wszystkim mi zależało, gdzie starałam się, miałam ambicje i marzenia, jakieś plany i pomysł na siebie. Wiele osób we mnie wierzyło, miałam wsparcia tyle, ile chciałam.
Odkąd zaczęłam gimnazjum, padło wszystko. Padła każda sfera mojego życia. Stałam się brzydkim, zakompleksionym grubasem unikającym ludzi. W szkole byłam pośmiewiskiem, każdy drwił ze mnie ile tylko miał sił :) Tylko dlatego, że byłam spokojna, nieśmiała, dlatego, że byłam słabsza, brzydsza, biedniejsza. Nie potrafiłam odpowiedzieć, słyszałam wiele obelg w swoją stronę. Moja cisza i spokój były cholernym krzykiem rozpaczy i prośbą o pomoc. Żal mam do niektórych nadal, ale co się stało, to się nie odstanie i trzeba żyć z tym dalej. Wiele słów zalega mi co prawda w pamięci, ale są one dla mnie kopem - motywacją do tego, by być silną osobą. Teraz - większość tych ludzi unika mojego wzroku, nie potrafi rzucić nawet głupiego 'cześć' w moją stronę - a kiedyś miało do powiedzenia tyle rzeczy, że do tej pory nie jestem w stanie zliczyć.

Nauka poszła w odstawkę. Prawie do samego końca liceum trwał bardzo ciężki czas w moim życiu. Natłok problemów, obowiązków, presja szybkiego wydoroślenia dała mi w kość. W domu za kolorowo nie było, ale zostawmy to. Trzeba było sobie jakoś radzić. Zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej, mało kto widział powagę sytuacji, która mnie dotknęła. Tak naprawdę NIKT, NAWET CI NAJBLIŻSI tak do końca nadal nie wiedzą, przez co byłam zmuszona przejść, by jakoś mniej więcej w całości dojść do tego punktu, w którym jestem teraz. Wszystko maskowałam uśmiechem. W szkole udawałam wiecznie szczęśliwą, a w środku po prostu pękałam na drobne kawałeczki. Nie chciałam nikogo przytłaczać. 
Ciągle wysłuchiwanie wymyślnych opinii na swój temat nie było niczym przyjemnym. Mam za sobą setki przepłakanych nocy, dni z resztą też.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło - przyszedł moment, że wzięłam się w garść. Ślady w głowie i w serduchu są nadal, ciągle odbija się to na moim teraźniejszym życiu, jednak każdy dzień jest dla mnie walką o bycie lepszą i silniejszą osobą. Zmieniam się, zmieniam swoje nastawienie, próbuję być bardziej śmiała, otwarta - bo nieśmiałość to największa przeszkoda życia w dzisiejszych czasach. Tacy ludzie odstawiani są na bok, a tempo codzienności nie pozwala zwrócić na nich uwagi. Taka rzeczywistość. Teraz trzeba być silnym i wiedzieć, czego się chce, bo inaczej się zginie w prozie życia, i sama się bardzo dotkliwie przekonałam o tym na swojej skórze.
Jeszcze wiele przede mną. Przed każdym z nas. Jedni mają łatwiej, drudzy trudniej.
Wbrew pozorom nie jestem tą samą osobą, co przed laty - musiałam dać sobie kopa w dupsko, by w końcu wyglądać w miarę jak człowiek, a nie wielka kudłata kulka, i by w końcu uwierzyć w siebie i swoje możliwości. Bo teraz wiem, że mogę i potrafię.

Napisałam tę notkę, by każdy w końcu dogłębnie zrozumiał sens mojego światopoglądu - że można mieć to, czego się zapragnie, o ile jest się dobrej myśli. Nie są to puste myśli - sama to przeżyłam, więc w pełni wiem, o czym mówię.
A mówię o tym, że jeśli jest się dobrej myśli mimo wszystko, że jeśli ma się w sobie wiarę, siłę i nadzieję, chęci do walki - to można osiągnąć WSZYSTKO. Ciężką pracą, potykając się, upadając milion razy. To fakt, nie zawsze jest kolorowo i nie wszystko idzie po naszej myśli - ale z tego się wyciąga wnioski i pnie do góry dalej, a nie zatrzymuje w miejscu, albo ze strachu cofa!

A tych, co we mnie nie wierzyli i nie wierzą pozdrawiam serdecznie środkowym palcem ! ;*


poniedziałek, 1 lipca 2013

to jest właśnie ten czas!

jeśli szczęście jeszcze do Ciebie nie przyszło, to znaczy, że jest DUŻE i idzie małymi kroczkami :)) ♥ 

WAKACJE - takie krótkie słowo, a tak bardzo mocno cieszy - napawam się nim od dnia dzisiejszego i ten fakt sprawia, że jestem jednym z szczęśliwszych ludzi na Ziemi. :) Spokój na 3 miesiące, w końcu można skupić się głównie na sobie, poskładać myśli, odpocząć, oderwać się od szarej codzienności .. Tego mi było trzeba. Bardzo.

Mam sporą potrzebę zmian w swoim życiu. Zbytnio zaniedbałam wiele spraw przez lenistwo, przez głupotę. Zaczęło mnie to irytować, czuję jak czas ucieka mi przez palce, a ja nawet nie nadążam z niego korzystać! Nie spełniam swoich marzeń, nie spełniam cudzych marzeń, mam poczucie, że życie przelatuje mi przed oczyma i się marnuje. Że gdzieś we mnie siedzi cząstka odpowiedzialna za to, że "mogę wszystko" i nie chce się skubana pokazać! Ja już nie chcę żyć w ten sposób. Czuję, że stać mnie na więcej i teraz jest najwyższy czas by dać z siebie to, co najlepsze. By czegoś dokonać, zrobić coś pożytecznego. Pora wyjść z cienia i pokazać, że marzenia się spełniają! Dziś jest właśnie ten pierwszy dzień, ten przełomowy, w którym małymi kroczkami zaczynam osiągać wyznaczone sobie cele. Nie mam zamiaru spocząć na laurach, trzeba gnać do przodu, zostawić z tyłu niepowodzenia, zaakceptować je i wyciągnąć wnioski. Życie nie jest wieczne, pewnego dnia to wszystko może runąć - tak więc od dziś chcę wyciskać z każdej chwili jak najwięcej - nie przejmować się niczym, nie zastanawiać się nad tym, co pomyślą lub powiedzą inni, bo to nie oni są na moim miejscu, nie oni za mnie żyją i nie oni za mnie umrą! Chcę przestać się bać czegokolwiek i niczego sobie nie żałować - każdy z nas jest człowiekiem na swój sposób wyjątkowym, który zasługuje na WSZYSTKO, CZEGO TYLKO PRAGNIE:) Nie ma co umniejszać swoich potrzeb. Czerpmy jak najwięcej pamiętając też, że musimy dawać z siebie maximum - i dla siebie samych i dla innych, bliskich nam ludzi.



Czas nadać sens tej pokręconej egzystencji.!

 

sobota, 29 czerwca 2013

kombak.

Po ostatnim wpisie zrobił się tutaj istny cyrk na kółkach. Skasowałam go - i niech ludziom żyje się lepiej.

Boże, jak mi brakowało tego bloga. Pierw się przeniosłam na innego, ale tutaj mi lepiej. Tysiące razy przymierzałam się by coś tu skrobnąć, ale po chwili ulatywała ze mnie cała motywacja i pyk - pół roku ciszy.
W czasie tych 6 miesięcy moje życie zdążyło się wywalić do góry nogami już kilka razy. Ciągle coś, ani chwili wytchnienia. Na nudę z pewnością narzekać nie mogę, czasem trafi się jakiś bezpłciowy dzień, ale jednak w każdym dzieje się coś, co potem pamiętam dość długi czas. Ostatnie tygodnie z pewnością mi nie sprzyjają, nerwy zjadły mnie doszczętnie, moje zdrówko srogo sobie na tym ucierpiało - ale już mam wakacje, więc pokładam nadzieje, że podczas tych pięknych i ciepłych dni, w mojej głowie nastanie taki czill, że starczy mi on na resztę pokręconej egzystencji. Za dużo wrażeń naraz. Ot co.

W ciągu ostatnich miesięcy tyle się nauczyłam, tyle odkryłam, w sobie samej, w innych, zyskałam wielu przyjaciół, którzy byli i są przy mnie i w szczęściu i w zmartwieniach, jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczna już za sam fakt, że w ogóle JESTEŚCIE:* Każda z tych osób na pewno wie, że piszę właśnie o niej, także bardzo dziękuję. Za wszystko, co dla mnie robicie. Za wysłuchiwanie mojego mędzenia, albo opowieści pełnych ekscytacji. :D Za cieszenie się ze mną w dobrych chwilach i godziny rozmów w tych złych. Za pochwały gdy zrobię coś dobrze i baty, gdy coś schrzanię. Moje kochane, niezastąpione człowieki. <3

W ostatnim (może lepiej - przedostatnim?) czasie przeżyłam też wiele pięknych chwil - tych pełnych szczęścia, szczerej radości, uśmiechu, śmiechu, wszystkich najpozytywniejszych emocji. I mimo, że nie trwało to aż tak długo - nie żałuję - opłacało się. Tyle godzin rozmów, spacerów, wygłupów i całej reszty - dziękuję za to wszystko.

Wiem, biadolę trzy po trzy i brakuje w moich słowach ładu i składu, ale mam taki bałagan w głowie, że nawet nie wiem od czego zacząć! Poza tym jest prawie 3 w nocy. Jak czytałam swoje poprzednie notki i dotarły do mnie "postanowienia noworoczne", które sobie wymyśliłam to wybuchłam śmiechem. Blog umiera, ja coraz tłustsza, no ale dobra - mam jeszcze pół roku, nic straconego... :D

Ostatnio wpadłam na genialny pomysł, aby spoważnieć, jednak od razu spotkałam się z falą niezadowolenia. Z jednej strony racja, nawet nie chciałabym się zmienić, bo nie byłabym sobą, ale zaś z drugiej... boli mnie jednak fakt, że każdy ma mnie za bezmózgowego głupka tylko dlatego, że się dużo cieszę i rzadko czymś przejmuję. Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z resztą. Ciągle mnie to zastanawia. W sumie to zawsze mnie to zastanawiało. Poza tym, co ja w ogóle robię? Chyba znowu zaczęłam się przejmować opinią innych, a tak nie powinno być. Stanowczo muszę wrócić na swój dawny tor.
Stanowczo.

ain't nobody's business!

niedziela, 9 grudnia 2012

O byciu sobą.

'nie czekaj na idealny moment - wybierz jakikolwiek i spraw by taki właśnie był' ;*

Na wstępie bardzo chciałabym podziękować za komentarze. Dla mnie 4 opinie to już sporo, i jestem bardzo wdzięczna, bo dają mi kopa do jakiegokolwiek działania tutaj! *; Oby tak dalej.

Ostatnio zastanawiałam się dość sporo na temat bycia sobą a podążania za tym, kim chcą bądź czego chcą inni. I strasznie męczy mnie fakt: Jaki sens ma fakt udawania kogoś, kim się nie jest? Jaki cel ludzie w tym mają? Czy odnoszą z tego jakieś korzyści? Dlaczego tak bardzo wstydzimy się być sobą?

Często porównujemy się z innymi ludźmi - to jest akurat normalne i naturalne, nie ma w tym nic dziwnego, bo tak niestety jesteśmy 'zaprogramowani'. Czasem robimy to całkiem nieświadomie, ale jednak. Każdy. Nie ma osoby, która nie dokonywałaby porównań, i to nie tylko na tle wyglądu czy charakteru, ale na tle każdej, najmniejszej nawet rzeczy, dlatego możemy tego nie zauważać. Wszystko jest w porządku do czasu, gdy zaczynamy niektóre gusta lub zachowania nieustannie kopiować (nie tyle dla siebie, co dla tego, by pokazać się innym). Rozumiem, że poszczególne cechy mogą imponować, ale w końcu trzeba pamiętać, że jedne rzeczy nam pasują, a inne nie, i wystawiamy się tylko na pośmiewisko. Staje się to sztuczne i żałosne. I po co ?
Niektórzy nie potrafią odnaleźć w sobie jakichś niezwykłych cech, umiejętności, zalet, które można pielęgnować i o nie dbać, a jestem pewna, że wyszłoby z nich więcej pożytku niż z udawanej 'zajebistości'. To da się wyczuć, kiedy ktoś udaje. Przecież inni mają nas lubić, kochać, szanować za to, jacy jesteśmy naprawdę. W końcu nie jesteśmy ograniczeni, dobrze wiemy, kiedy jesteśmy sobą, a kiedy nie, i chyba lepiej się czujemy, gdy ktoś nas szanuje za nasze naturalne zachowania, a nie za te udawane! (: . Wtedy dopada nas takie uczucie wewnętrznej pustki, nieakceptacji itp., sami robimy sobie krzywdę. W końcu lepiej być INNYM i trochę odstawać, niż robić to, co reszta i być 'na niby'. Z resztą, jeśli ktoś nie zaakceptuje 'prawdziwych nas' nie jest po prostu godzien naszej najmniejszej uwagi. To byłoby bez sensu.
'Tak nie wypada' albo 'A co sobie ludzie pomyślą' - aaaaa jak ja nie lubię tych słów! Ciągle je słyszę i mam ich osobiście dosyć. Ja rozumiem, że są sytuacje, które wymagają określonych zachowań, ale te słowa używane w nadmiarze i bez powodu są nie do zniesienia. Nie można myśleć w takich kategoriach, bo tym sposobem będziemy szli przez życie w wiecznej obawie przed tym, jak ktoś nas odbierze i będziemy się czuć nieszczęśliwi...
Nie pasuje mi też, gdy dziewczynie podoba się jakiś bliżej nieznany jegomość i ona nagle zaczyna mieć takie same pasje i zainteresowania, jak on. PORAŻKA :( A potem się dziwić, że związek nie może przetrwać i się rozpada. Przecież to nie ma racji bytu, bo chłopak od razu się zorientuje, że to tylko ściema, a dziewczyna wychodzi na totalną idiotkę. Wiadomo, że wspólne pasje łączą, ale muszą być prawdziwe, bo inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie. Chyba lepiej, by od początku wiedział, jaka jest dziewczyna, niż potem się gorzko rozczarował. Takie jest bynajmniej moje zdanie.

 Kult ludzi 'fajnych' bądź 'mniej fajnych'. Wiem, że jest to nieuniknione zjawisko, ale drażni mnie, że ludzie potrafią za tym podążać. Zamiast wymyślić coś swojego, coś innego, to większość leci za tym, co innym wydaje się 'być ok'. Nudy... Tacy ludzie robią z siebie jeszcze większą szarą masę niż są naprawdę. Atak klonów to chyba najgorsze, co może być. I najnudniejsze. Przewidywalność, udawanie kogoś, kim się nie jest, upodabnianie się do innych... Z czymś takim daleko się nie zajedzie. Praktycznie stoi się w miejscu.


WYKOPALISKA :D :

Ze znienawidzoną przez wszystkich różową rapasolką:(

Z serii: słit focia w lustrze. ;x Też chciałam taką mieć:(

eeee?

Tak. To cała ja. :D


Także kochani moi, zbierzcie teraz swoje zgrabne tyłeczki, zastanówcie się nad tym, kim naprawdę jesteście, co naprawdę lubicie, w czym jesteście dobrzy, czym się różnicie i IDŹCIE TO PIELĘGNOWAĆ I SIĘ TYM CIESZYĆ. Bo to najlepsze, co macie! ♥ (:


wtorek, 4 grudnia 2012

Kim ja w ogóle jestem?

Jedni powiedzą: Paula spoko dziewczyna, lubię ją.
Inni zaś: Paula to wredna małpa, nienawidzę.

Wiele osób postrzega mnie jako wredną mendę, która ciągle tylko każdemu dogryza. Zazwyczaj robię to z uśmiechem na twarzy, co już powinno być sygnałem dla wszystkich, że to tylko żarty i tak naprawdę wcale nie myślę tego, co akurat mówię. Każdy jest inny i nie mam ochoty nikogo oceniać, czy robi coś dobrze, czy źle. To nie moje życie, nie moja sprawa. Chyba, że zaczyna się to tyczyć mnie. Wtedy już nie jest tak fajnie.

I tak to właśnie jest. Samej ciężko mi określić, jaka jestem naprawdę. Kiedyś byłam bardzo spokojna, aż za bardzo. Nieśmiała i skryta, małomówna. Wszystkiego się bałam. Wszystkim można było mnie zranić, każdym, najdrobniejszym słowem, gestem. I było to widać gołym okiem, wiele ludzi potrafiło to perfidnie wykorzystać. Miałam dobre, czułe serduszko, które potrafiło obdarować miłością każdego, nawet najgorszego osobnika. W każdym potrafiłam znaleźć coś dobrego, coś za co można pokochać. I to mnie zawsze gubiło. Albo i nawet gubi nadal. Teraz: Dużo gadam, dużo i głupio żartuję, jadę każdemu po berecie, ale zazwyczaj nie mam złych intencji. Gdy już mówię coś niemiłego to możesz być pewien, że nie mówię poważnie. Chyba, że sobie totalnie zasłużysz, ale to już naprawdę trzeba mnie doprowadzić do szału, bym serio powiedziała coś niemiłego. Nie jestem taka, jak postrzega mnie większość. To tylko skorupa, taka ochrona na wypadek kolejnych prób zranienia mnie. A o to jest naprawdę łatwo.. Zazwyczaj mówię: 'nie rusza mnie to'. Jak jest naprawdę? Hmm... To chyba zależy od tego, KTO do mnie mówi. Nie przejmuję się opinią ludzi, którzy mnie praktycznie nie znają, albo tak im się wydaje. Ale jeśli już usłyszę coś od kogoś, kto zna mnie dłużej, to zaczynają się schody. Wtedy biorę wszystko do siebie.

Jestem wesoła. Jestem, bo moje krótkie, 20-sto letnie życie nauczyło mnie, że zawsze może być gorzej, więc nie ma co się przejmować na zapas. Tak, tak, co ja mogłam przeżyć takiego mając śmieszne 20 lat. Najbliżsi wiedzą. I to z każdym detalem, więc rozumieją. I to jest dla mnie najważniejsze.
Pierdołami się nie przejmę nigdy, i choćby nie wiem co. Nie mam skłonności do narzekania. Jak mam gorsze dni to znaczy, że naprawdę musiało coś niefajnego się wydarzyć w moim życiu, bo tak bez powodu nic się u mnie nie dzieje. Nie chcę by ktoś zarzucał mi, że udaję kogoś, kim nie jestem. Że udaję optymistkę, a tak naprawdę siedzę w domu i płaczę. Totalna bzdura, która mnie śmieszy, gdy ją słyszę. Jak każdy człowiek miewam gorsze dni, wydaje mi się, że mam do tego prawo:) Ale z natury nie przejmuję się błahostkami. Nie mam na to ochoty. Po prostu. Wolę cieszyć wafla :D Moje pozytywne postrzeganie świata to nie żadna maska. I koniec. Tego akurat jestem pewna.


Nie wiem dla kogo jest ta notka. Dla mnie, by sobie uświadomić swoje zachowania, czy dla Was, byście wiedzieli, że nie taka ja zła, jak mnie malują;P Nie wiem, czy kogokolwiek to będzie interesować, czy wyjdziecie stąd z myślą 'a co mnie to obchodzi!'. Ale dobra. Musiałam to po prostu napisać, czułam taką potrzebę. Na początku pisałam, że będzie to też w formie pamiętnika, więc z tego korzystam. ;]

Mój naturalny stan twarzy :D


sobota, 10 listopada 2012

Współczesne kanony piękna.

Dziś przeglądając jak co dzień kolejną dawkę papki dziennikarskiej na babskich portalach internetowych, zmierzyłam się, jak zawsze, z dziesiątkami zdjęć gwiazd, gwiazdeczek i innych celebrytek, modelek i tym podobnych, które wyznaczają dzisiejsze kanony piękności. Idealne twarze, gładkie, piękne i bez żadnej skazy ciałka bez grama tłuszczyku i tony fotoszopa poraziły moje źrenice.

Nie, nie jestem zawistna, zazdrosna etc. Ale dlaczego propaguje się coś, co realnie nie istnieje? Przecież każdy z nas ma jakieś swoje wady, mniejsze bądź większe, ale je ma.
Te fotki potrafią zrobić człowiekowi takiego gniota z mózgu, że brak słów. Panowie mają coraz to większe wymagania (mają spaczone spojrzenie na kobiece piękno i wymagają czegoś, co jest praktycznie niemożliwe do osiągnięcia, a potem wielkie rozczarowanie :P ) , a panie starając się im sprostać głodzą się, pocą, wystawiają na ból i zaczynają świrować z czasem. Nie mam nic przeciwko dbaniu o siebie, ale u niektórych przeradza się to w paranoję i zaczynają myśleć tylko o tym, żeby być ideałem. A ideałów nie ma - i nie będzie nigdy! Nie mówię, że jak tak nie miewam - jak większość kobit mam swoje kompleksy, ale nie przerodziły mi się (jeszcze?) w chorobę. Wszystko w granicach rozsądku, nie uważam się w końcu za aseksualny pasztet.
Będąc w tej chwili trzeźwo myślącym człowiekiem, zastanawiam się, co pięknego jest w kobiecie, której z każdej strony wystaje jakaś kostka, a na twarzy ma kilogramy tynku. Dlaczego narzuca się nam, jak mamy do jasnej cholery wyglądać? Gdzie myśl o tym, że każdy jest inny? A teraz większość chce wyglądać tak samo nieskazitelnie. Mówię większość, gdyż znam ludzi, którzy mają kanony piękna głęboko w d...  i wyglądają naprawdę lepiej niż to wszystko, co znajduje się na zfotoszopowanych fotach.
Moim skromnym zdaniem każda osoba ma w sobie coś pięknego, coś ciekawego i coś, czego nie ma nikt inny! I powinien o to dbać i skupiać się właśnie na tym.

Społeczeństwo zatraciło gdzieś zdolność logicznego myślenia i łapie wszystko to, co narzucają media. Bezmyślnie, bezkrytycznie, bez głębszej refleksji.
Dziś ocenia się ludzi głównie po wyglądzie, co średnio mi się podoba... Nie powinno tak być. Bo co z tego, że ktoś jest ładny (czyt. zgodny z obowiązującym kanonem urody), a w głowie ma próżnię.
Nie mogę powiedzieć - też miałam w swoim życiu okres, na szczęście bardzo krótki, gdzie patrzyłam na to, czy ktoś jest ładny, czy brzydki i wyrabiałam sobie na jego temat opinię. Ale z biegiem czasu przekonałam się, że jest to wielki błąd, którego teraz już nie popełniam. 

Telewizja, reklamy, internet, praktycznie wszystkie media propagują jakiś chory kanon, którego nie jestem w stanie pojąć. Zewsząd pojawia się jakaś chora presja. Zatraca się kanon naturalnego piękna. A my to łykamy jak dzikie kaczki i próbujemy się ZA WSZELKĄ CENĘ do niego upodobnić. A gdzie się podziewa w takich momentach indywidualność? Która (moim zdaniem) jest chyba najpiękniejszą cechą ludzką, jaka może być. Dlaczego to zatracamy? Strach przed opinią innych, przed wykluczeniem, nie wiem. Coś w tym musi być, skoro ktoś, kto wygląda inaczej jest z góry odtrącany przez resztę.
Napompowane wary, wielkie cycki, i cała reszta chuderlawa - ot dzisiejsze ideały <3 Coś mi się wydaje, że temu nie podołam :x Dziś dużo się nad tym zastanawiając stwierdziłam tylko, że nie ma sensu za tym wszystkim dążyć... I że chyba nadszedł czas zmienić nastawienie do siebie. Zacząć dbać o to, co jest ważne dla nas, a nie dla innych..



Dość daleko mi do ideału i miewam schizy na swoim punkcie, ale jakby nie było to LUBIĘ SIEBIE <3 i naprawdę sądzę, że jestem zajebista mimo że nie do końca mogę się wpasować w dzisiejsze kanony. Fajnie będzie jeżeli z biegiem czasu do wszystkich dotrze to, że mają w sobie coś niepowtarzalnego i nie będą ślepo podążać za współczesnymi ideałami!

Peace! :D

piątek, 12 października 2012

Mentalność Polaków (:

Czasami zastanawiam się, dlaczego. Dlaczego otacza mnie cała chmara ciągle narzekających i niechętnych do życia ludzi. Same marudy dookoła, a przecież jest na świecie tyle wspaniałych rzeczy, z których można czerpać kopę radości ;D Czasem naprawdę wystarczy uśmiech drugiego człowieka, a dzień od razu staje się piękniejszy! Dlaczego tego nie dostrzegamy i zwracamy uwagę tylko na negatywne rzeczy? Nie potrafię tego zrozumieć i kropka. A to za gorąco, a to za zimno, to nie pasuje, tamto też nie, mam dużo, ale mogłabym mieć jeszcze więcej, więc sobie na to ponarzekam. Ludzie, co się z Wami dzieje... Czemu tak jest? Jeśli jest Wam naprawdę tak ciężko, to dlaczego nie weźmiecie swoich leniwych tyłków z foteli i nie zrobicie nic w kierunku jakichś zmian na lepsze?! Skoro wiecie, że mogłoby być Wam lepiej, to czemu nie decydujecie się na poprawę?
Wiem, że lenistwo często przeważa nad planami, ale ja się jakoś staram z tym walczyć, dość opornie, ale JEDNAK i nigdy nie truję nikomu kichy przez to, że czegoś mi się nie chce, a potem mam tego konsekwencje. Każdy jest kowalem swojego losu, ale z tego, co widzę to większość woli zrzucić winę nawet na życie pozaziemskie, byle nie na siebie... Niektóre osoby mają bardzo ciężkie życie, a nie marudzą tak jak ludzie, którzy mają praktycznie wszystko, czego potrzeba by przeżyć. Nie umiemy docenić tego, co mamy. 'Mądry Polak po szkodzie' mówi się. I to prawda, bo dopiero, gdy coś stracimy to nagle uświadamiamy sobie, jakie to było dla nas ważne - że zaniedbaliśmy to i przez nasze lenistwo, albo przez sam fakt, że nie dostrzegaliśmy tego, tracimy coś cennego i wartościowego.
Każdy powinien mieć ustalone swoje życiowe wartości i fajnie by było, gdyby żył według nich.. Dom, rodzina, miłość, nauka, cokolwiek. Ale skupmy się na tym, co dla nas najważniejsze i czerpmy z tego maksimum szczęścia. Ja cieszę się każdą chwilą spędzoną w domu z najbliższymi, każdą chwilą spędzoną na uczelni, na którą jakimś cudem się dostałam i na której cudem zdałam pierwszy rok. Nie mam zamiaru teraz narzekać, że mam za mało/za dużo nauki, kiepski plan albo jeszcze coś innego. Bo wiem, ile nerwów kosztował mnie fakt, by tam być, by tam zagrzać miejsce na dłużej niż semestr albo dwa i nie mam ochoty teraz zwracać uwagę na jakieś nic nieznaczące detale (: I często zadaję sobie pytanie, dlaczego inni tak nie potrafią... Ciągle chcą mieć więcej, i więcej i jeszcze więcej i nic im się wiecznie nie podoba. Spotykam takich na każdym możliwym kroku i osobiście głupieję nie wiedząc, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z całą resztą...

Wiem, że jestem szczęśliwa. Dlatego, że mogę żyć, jestem zdrowa, mam rodzinę, przyjaciół, studia - mam wszystko, co jest dla mnie najważniejsze. I jest mi z tym po prostu... zajebiście. (:
Uwielbiam się śmiać! I czuć ból brzucha i wszystkich mięśni twarzy

 
Od dziecka na wiecznym zacieszu! :D 

Like a boss.

 


niedziela, 7 października 2012

Niedzielna szarzyzna.

Rano obudził mnie dźwięk deszczu za oknem. Odrazu wiedziałam, że raczej nici z moich planów, które miałam na ten dzień, jednak nie narzekam (: Spędziłam go jak nigdy leżąc w moim cieplutkim łóżeczku z książką, patrząc od czasu do czasu, jak się ma ta szarzyzna na dworze. W sumie lubię takie spokojne dni od czasu do czasu, można się odprężyć i wylenić za wszystkie czasy ((: Ostatnio będąc w bibliotece wypożyczyłam sobie parę obyczajówek, lecz skończyło się na tym, że przeczytawszy pierwsze 20 str... Zostawiałam je, stwierdzając, że są tak głupie, że nawet nastolatka z gimnazjum nie dałaby rady ich doczytać. :/ Poszłam więc dziś do piwnicy i dokopując się do starych książek mojej mamy wynalazłam "Trędowatą" Heleny Mniszek i szczerze mówiąc dość wciągnęła mnie lektura;D W końcu trafiłam na coś, co mi się spodobało, bo od dłuższego czasu trudno było zaspokoić mój gust. Który się praktycznie zmienił w przeciągu paru miesięcy.


Herbata orientalna od KingCrowna i dobra książka. Czegóż można chcieć więcej? (;
Dodatkowo czeka mnie wieczór z "Nie kłam Kochanie". Zrobi się jakieś dobre jedzonko i dalej będę trwać w tej cudowności leniwej niedzieli ;D



Ostatnio nastał jakiś nowy etap mojego życia. Teraz jestem sama, mogę skupić się tylko na sobie, swoich marzeniach i planach, wiedząc, że nic ani nikt nie stoi na ich przeszkodzie. Mogę obrać sobie ścieżkę tak, jak tylko sobie wymyślę, bez konsekwencji, że komuś może się to nie spodobać. Po prostu samorealizuję się. Mam czas dla wszystkich i na wszystko, czuję, że nie stoję w miejscu i zaczynam rozwijać skrzydła. Czuję, że mogę wszystko!
Powoli i na spokojnie staram się odkryć i udoskonalić, wszystko zmierza w dobrym kierunku. Chcę rozwinąć siebie, oddać się wszystkim swoim pasjom i zainteresowaniom, spróbować tego, czego jeszcze nie próbowałam, żyć pełną piersią! (:


sobota, 14 lipca 2012

Witajcie!:)

Witam serdecznie! :)
W wakacje postanowiłam całkowicie oddać się swoim pasjom, a jedną z nich jest właśnie blogowanie, do którego zbierałam się dość długi czas. Moja przygoda z blogami zaczęła się jakieś 5 lat temu. Pierw była to tematyka zdrowia i urody, później pamiętnik, filmy bollywood, instrukcje na blogi, na wierszach kończąc. Najbardziej związana byłam z pamiętnikiem i jego prowadzenie szło mi najłatwiej - w sumie siłą rzeczy, skoro dotyczył w pełni moich odczuć, był dla mnie miejscem, gdzie mogę w pełni opisać, co myślę i co dzieje się w moim życiu. A w tamtym czasie naprawdę działo się wiele - w większości złych rzeczy, o których istnieniu wolałabym zapomnieć.
Od tamtej pory moje życie i postrzeganie świata zmieniło się diametralnie. Zatraciłam gdzieś tą wiecznie użalającą się nad swoją egzystencją dziewczynę i rozpoczęłam nowy rozdział. Blog - pamiętnik towarzyszył mi właśnie przez całą drogę przejścia od tamtego stanu do tego, w którym tkwię teraz - stanu błogiego szczęścia:)
Tematyka pamiętnikowa jest najbliższa mojemu sercu. Nie zawsze opisuję tylko to, co dzieje się w moim życiu, ale też rzeczy, które akurat mnie zainteresują, zmuszą do refleksji, sprawią, że zmienię zdanie na jakiś temat. Chciałabym by ten blog był w pełni odzwierciedleniem tego, co dzieje się w mojej głowie, tego, co myślę, czuję, obserwuję. 'Jeden worek', można by rzec.
Nazwa strony wzięła się, jak z resztą widać od słowa afirmacja, które można rozumieć różnie. Jest to swojego rodzaju sztuka pozytywnego myślenia i "stymulacja rozwoju osobistego poprzez samoakceptację". I to już jest pierwsza rzecz, która odzwierciedla moje myślenie :D Zawsze próbuję myśleć jak najbardziej optymistycznie i nie przejmować się wszystkim i wszystkimi dookoła. Zazwyczaj tak jest, lecz jak każdy człowiek mam czasem momenty załamania. Każdy się mnie pyta, jak to robię, że jestem zawsze taka uśmiechnięta i zadowolona. Długa droga do tego prowadziła, wiele musiałam przejść, by zrozumieć, jakie wartości są dla mnie najważniejsze - czym warto jest się przejmować, a czym nie. Gdy sobie to uświadomiłam, nabyłam umiejętność cieszenia się najmniejszymi rzeczami, którą uważam za swoją największą zaletę! :) Chciałabym by wszyscy tak mieli, bo jak widzę, że ktoś potrafi zamartwiać się totalnymi pierdołami, a nie umie tak samo cieszyć się z małych rzeczy to aż mi źle.. Życie jest tylko jedno i powinno się z niego czerpać pełnymi garściami. Ludzie codziennie narzekają na głupoty, a gdzieś na świecie są ludzie, którzy mają o wiele gorzej, a umieją żyć naprawdę! I bardzo ich podziwiam.
Według mnie najlepiej żyć chwilą. Uszanować przeszłość, być świadomym przyszłości, ale cieszyć się tym, co jest tu i teraz! To, co teraz piszę bardzo dobrze obrazuje mój ulubiony cytat, z mojego ulubionego, indyjskiego filmu:

" Dziś...
Już dziś odnajdź nowy powód do radości,
już dziś przeżyj to, o czym zawsze marzyłeś,
już dziś poczuj gorycz kolejnej porażki,
już dziś zacznij żyć od nowa,
już dziś podążaj za marzeniami.
Dziś! Cóż mogę dodać... Żyj, jakby jutra nie było" 

Ostatnio wypożyczyłam książkę Liz Fioggard "Jak być szczęśliwym". Mam na to co prawda swoją receptę, jednak miałam nadzieję, że czytając to znajdę może coś nowego, ciekawego. Może i nie dowiedziałam się niczego odkrywczego, ale na pewno pogłębiłam wiedzę, którą miałam wcześniej i teraz bardziej potrafię ją zastosować. Najbardziej chyba przypadł mi do gustu zawarty tam "Manifest szczęścia", którego użycie rzeczywiście może pomóc. Kilka pozycji mnie rozbawiło, ale sprawdzają się :D

1. Ruszaj się. Zafunduj sobie poranną gimnastykę trzy razy w tygodniu.
2. Ciesz się z tego, co masz. Pod koniec dnia pomyśl przynajmniej o pięciu rzeczach, za które jesteś wdzięczny.
3. Poświęć trochę czasu na rozmowę. Co tydzień odbądź godzinną, nieprzerywaną rozmowę ze swoim partnerem albo przyjacielem.
4. Posadź jakąś roślinę - choćby w skrzynce na kwiaty albo w doniczce. I dbaj o nią! (noł łej, do tego się nie zastosowałam. Przy mnie umarł nawet długowieczny żółw, nie byłoby szans, by coś, co w jakiś sposób żyje wytrzymało u mnie... :D )
5. Czas spędzany przed telewizorem skróć o połowę.
6. Przynajmniej raz dziennie uśmiechnij się do nieznajomego na ulicy.
7. Zadzwoń do przyjaciela. Skontaktuj się przynajmniej z jednym przyjacielem lub krewnym, z którym od dawna nie rozmawiałeś i umów się na spotkanie.
8. Serdecznie się pośmiej chociaż raz w ciągu dnia.
9. Codziennie spraw sobie jakąś nagrodę i daj sobie czas naprawdę się nacieszyć.
10. Zrób coś dobrego. Każdego dnia postaraj się zrobić dla kogoś coś dobrego.

Dobre to jest. :D I naprawdę pomaga :)
W poniedziałek wybywam do mojej cioci na 5 dni ( co z tego, że mieszkamy w tym samym mieście. Tyle że ja na osiedlu, a ona na peryferiach - domek nad plażą, wodospady, piasek, woda... Uwielbiam ten mały, brzeski raj :D). Muszę się porządnie zrelaksować, odpocząć od komputera, telewizji, od wszystkiego :D Na pewno dobrze mi to zrobi. Po powrocie zrobię coś z tym blogiem. Jakiś szablon ... (o ile pamiętam jak to się jeszcze robi w ogóle) i jakaś nowa notka też by się przydała:D  I przydałoby się w końcu pójść do jakiejś pracy. Żeby się za bardzo do tego lenistwa nie przyzwyczaić. Podładuję akumulatory i będę gotowa stawić czoło nowym, wakacyjnym wyzwaniom! Ha. Nie mogę się doczekać. ;)

Muszę się pochwalić, że Moja kochana Kaś dostała się na studia! Mmm trzeba będzie to solidnie uczcić:D

♫ Jay Sean - Sex 101 ft. Tyga