Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POZYTYWNE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POZYTYWNE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 października 2014

chocby na chwile uciec stad z toba w tytule.

już zawsze będzie lato, zapachy wiosny rano, pocałunki  na siemano, pocałunki na dobranoc. 

Całe szczęście, że ten rok akademicki się już zaczął, przynajmniej mam zajęcie i nie zadręczam się zbędnymi myślami. Ostatni melancholijny stan minął, jednak jak to w życiu bywa, jak się nie spieprzy jedno to się spieprzy drugie i tak w kółeczko ;) Nie jest to jednak tak banalne jak moje złe nastroje, które jestem w stanie zmienić, kiedy tylko zechcę. Jest to sytuacja, na którą nie mam wpływu. Martwię się bardzo, ale mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku, że to wszystko wydaje się takie groźne, ale niedługo się okaże, że jednak fałszywy alarm, jest zdrowie, nie ma się czym przejmować.

Póki co, toczy się moje życie socjo-psychologa, chociaż socjo mniej, bo jeszcze żadnych zajęć nie było. Zdałam sobie jednak sprawę, że te pierwsze rodzime studia są dla mnie najważniejsze i nawet wymarzony kierunek to nie będzie to samo - mam już za sobą te wszystkie pierwsze stresy, pierwsze sesje, kolokwia, więc czuję się nie tak, jakbym coś zaczęła, a kontynuowała z pewnymi zmianami. Jednakże cieszy mnie fakt, że się tam dostałam, zobaczę coś, co ciekawiło mnie latami. Czuję się tam momentami jak stary trup haha, ale dopiero potem dociera do mnie, że jestem jeszcze tylko DZIECIAKIEM ;) i zawsze gdzieś tam w głębi duszy nim będę.

Dzieciakiem, który lubi siąść z najlepszą przyjaciółką na ławce w chłodny wieczór i opowiadać małomądre anegdotki, śmiać się do rozpuku i wygłupiać, sącząc przy tym różne złote cuda. Dzieciakiem, który lubi mieć rozczepirzone włosy, trampy na nogach, wieczny banan na ryjku, głupie żarty w głowie (które niekoniecznie wszystkich śmieszą, magia suchara ;D), lubiącym pić herbatę z mlekiem i nieskończone ilości białej kawy, jeść lody o smaku buraczka, wszystko, co ma w sobie szpinak, oliwki, które wszyscy przeklinają oraz sławną tortillę - na talerzu, wpierw całą ją rozwalając (czym z niewiadomych powodów denerwuję ludzi -.-), mającym swoje dziwactwa i skłonności do strojenia durnych min. I tak naprawdę chyba nigdy nie spoważnieję, przynajmniej tak czuję, że to jeszcze nie ten moment. Stuknęło mi dwajściadwa lata, niektóre moje koleżanki założyły już swoje rodziny, ja siebie jeszcze w tym nie widzę, czuję się za gówniarsko, nie jestem na to gotowa. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ważne w sumie, że nienajgorzej się z tym poczuwam :D Na wszystko przyjdzie pora, a nic nie zamierzam już robić wbrew sobie .. Gdy wymaga tego sytuacja potrafię być poważna. Na codzień jednak nie widzę potrzeby by spinać pośladki i zadzierać nosa, bo po co? Mam kochanego chłopaka, wspaniałych przyjaciół, młodszą siostrę, mamuśkę - doprowadzają mnie czasem do szewskiej pasji, ale bez nich moje życie byłoby puste i bez sensu - nic nie jest dla mnie tak ważne jak oni. Nie muszą nic robić, ważne, że po prostu są i przy nich mogę być w pełni sobą, bez wstydu i zahamowań ;D ;)



Kocham człowieków, serio. 

piątek, 28 marca 2014

tylko Bóg ma prawo by móc nas osądzić.

Jak nic nie piszę, to nie piszę, a jak już się rozkręcę to notki będą nawet codziennie. :)

Dziś przypomniałam sobie o istnieniu mojego starego bloga, którego założyłam jeszcze w gimnazjum, a skończyłam pisać na etapie ostatniej klasy liceum. Niektóre notki wywołały we mnie śmiech, inne mnie trochę przeraziły - w niektórych momentach wydawało mi się, że byłam kiedyś poważniejsza i rozsądniejsza niż teraz. Jedno jest jednak pewne - moje podejście do świata nie zmieniło się od tamtej pory znacząco. Jednakże moją szczególną uwagę przykuł jeden wpis - musiałam go stworzyć w dość sporej frustracji, ale tej Pauli z 2008 roku powinnam dzisiaj przybić siarczystą piąteczkę i przypomnieć sobie, jakie wcześniej miałam wartości. Oto jego fragment:

"Jak pisałam, codziennie uczymy się czegoś nowego. Czego się nauczyłam wczoraj? Że nie powinniśmy ulegać innym. Wszyscy chcą mnie zmieniać. Dlaczego? Bo jestem sentymentalna? Dlaczego niektórzy (nawet najbliżsi) mówią: Gdybyś była inna ... Ale ja nie jestem inna. Ja jestem sobą. Nie będę udawać kogoś innego tylko dlatego, że komuś się coś nie podoba. Mają pecha . Dlaczego ludzie to robią? Dla wygody? Żeby im było lepiej? Ludzi nie można zmieniać, lecz można "leczyć" ich niektóre wady. Drażni mnie też jak ktoś chce mi układać życie. Wszystko se zaplanowali. Będziesz studiować tam, mieszkać tam.. Będziesz mieć bogatego męża. A ja chcę być po prostu zwykłym psychologiem, który będzie pomagał innym. Chcę mieszkać na tym moim "zadupiu". W tym moim małym mieszkanku. I nie muszę mieć bogatego męża. Jak już pisałam kiedyś może być biedny, ale żeby mnie kochał. Bo to nie pieniądze, lecz miłość i przyjaźń między ludźmi jest najważniejsza."

 Faktem jest, że zmieniamy się spotykając na drodze różnych ludzi, dojrzewając, poznając nowe rzeczy. Nie powinniśmy jednak zmieniać się tylko dlatego, że komuś nie pasujemy. To my tworzymy swoje życie, swoją tożsamość. Ludzie mogą się do tego ewentualnie przyczynić, ale NIE robić to ZA NAS. Ludzie przychodzą i odchodzą, a to, jacy jesteśmy nie może być zależne od nich, gdyż to potem MY będziemy żyli sami z sobą i to NAM musi pasować to, jakimi ludźmi jesteśmy. Każdy niech się zajmie sobą i nie wtrąca swoich kilku groszy tam, gdzie mu nie trzeba. Musimy żyć w zgodzie ze sobą, bo tylko wtedy będziemy mogli żyć w zgodzie z innymi. :) Ludzie potrafią tłamsić się nawzajem i rzucać kłody pod nogi, sztuką jest więc sobie z tym radzić i na to nie pozwolić. Nikt nie może nam mówić, jak mamy żyć, bo nikt za nas nie umrze. Każdy z nas jest indywidualnością i powinien odpowiednio pielęgnować swoje własne idee, wartości i przekonania, bo to właśnie one czynią nas wyjątkowymi. Też czasem o tym zapominam, ostatnio się dość zatraciłam, ale cieszę się, że trafiłam na tamten wpis, bo otworzył mi on oczy, kim naprawdę jestem i czego tak naprawdę chcę. ;))

takie tam, jeszcze z praktyk :D Pozdrowienia dla fotografki Andreły <3 ;*


__________________________________________________

Dzisiejsze wydarzenia z nocy uświadomiły mnie, jak niektórzy ludzie są dla mnie ważni, że moje życie nie byłoby bez nich takie samo, że za mało pokazuję, jak bardzo kocham, że muszę się uzewnętrznić bardziej, muszę wrócić do starej siebie, że nie chcę później niczego żałować, że mi zależy, że życie jest zbyt krótkie na kłótnie i spory, że każda sekunda jest ważna, że czasem trzeba schować dumę do kieszeni i przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Tak bardzo Cię kocham, mamo.

czwartek, 27 marca 2014

`w każdą chwilkę wbijam szpilkę, jak pinezkę w deskę! `

Chyba właśnie pobiłam swój rekord w nie pisaniu tutaj. 
Prawie pół roku bez notki. Tyle razy się do tego zabierałam, nie wiedziałam jednak od czego zacząć, tak wiele rzeczy się wydarzyło w moim życiu od listopada, że ciężko to wszystko ogarnąć słowami.

Szczerze mówiąc nieco się zagubiłam w tym, co robię, co powinnam, a czego nie. Popełniałam błąd za błędem nie licząc się z późniejszymi konsekwencjami, które ciągną się za mną do tej pory. Dużo zmian zaszło we mnie przez ostatnie miesiące. Przestałam być tak wesoła, uśmiechnięta, wygadana i beztroska, jak wcześniej. Nie powiem - jestem nadal, ale już nie w takim stopniu. Bardzo mi tego brakuje... I uświadamia, że od niektórych ludzi należy trzymać się w bezpiecznej odległości, bo mogą stłamsić cały nasz światopogląd swoją nieocenioną "wszechwiedzą".
Paru znajomości żałuję, jednak mam nadzieję, że wyciągnę z nich po prostu lekcję i będę żyć dalej, ze swoim starym, pozytywnym podejściem, bo co innego mi już pozostało? Niektórych rzeczy się nie cofnie i trzeba z nimi żyć. Szkoda było tylko mojego cennego czasu, zaangażowania i chęci, bo mogłam je spożytkować w inny, lepszy sposób. Ale już chrzanić to. Co się stało to się nie odstanie:) Następnym razem, zanim sobie coś ubzduram w tej swojej głupiutkiej, naiwnej główce to zastanowię się wcześniej 100 razy, po prostu i sądzę, że będzie dobrze;D Dziękuję za pomoc w wyjściu z tarapatów najbliższym mi ludziom i liczę na to, że pomożecie mi wrócić do dawnej siebie, konkretnie;* Muszę się opamiętać bo i mi samej brakuje już tej wielkiej dawki bólu policzków od uśmiechu, cieszenia się bez powodu i tych wszystkich wygłupów, beztroskiej radości, wszystkiego! (ale mam piękną składnię, widać, że już dawno nie pisałam ;v). Wiem, że trochę Was zaniedbałam, ale nadrobimy, prawda? ;>

Jednakże, jak to się mówi... Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - wydarzenia te sprawiły, że polepszył mi się wzrok. Poprawiło mi się widzenie. A tak jaśniej, to po prostu zaczęłam zauważać i doceniać więcej rzeczy, których wcześniej nie widziałam! Dojrzałam do podejmowania pewnych decyzji i podjęłam te, których byłam w stu procentach pewna.
Te ponad 2 lata znajomości, spotkań i wymieniania wiadomości musiały w końcu zaowocować głębszą relacją;) Niby każde z nas myślało, że nic z tego nie wyniknie, albo mieliśmy różne zdania na ten temat.. Ale w końcu się zsynchronizowaliśmy i zaczęliśmy się mieć ku sobie w jednym czasie, i wyszło, co wyszło. Jestem jedną z najszczęśliwszych kobiet na świecie, która ma u swojego boku najfajniejszego mężczyznę, jaki mógł się trafić. Gdzież ja bym wcześniej pomyślała, że ten przystojniak z pociągu stanie się kiedyś miłością mojego życia? Za parę dni minie nam okrągły kwartalik, czyli 3 miesiące - i będzie ich o wiele więcej, bo jednak jak to mi kiedyś ktoś powiedział... Trzeba zacząć od przyjaźni, dopiero na takim fundamencie najbezpieczniej tworzyć związek. Pierw mnie to śmieszyło i wydawało się mało możliwe, jednak okazało się prawdą. Wiadomo, na początku był strach, czy to dobra decyzja, bo może się stracić nie tylko partnera, ale też i przyjaciela. Jednak wydaje mi się, że ta więź jest na tyle silna, że przetrwa wiele. Wiemy o sobie wiele, naprawdę wiele i świadomość tego, że ktoś akceptuje Cię i kocha takiego jakim jesteś jest wspaniała. W końcu mogę powiedzieć, że dobrze wybrałam. Ja jestem szczęśliwa, moja rodzina akceptuje mój wybór i w drugą stronę jest tak samo. Sytuacja idealna, i oby zostało tak jak najdłużej! W końcu osiągnęłam wewnętrzny spokój. ♥♥♥

 Jeśli chodzi o inne sprawy to: moja praca licencjacka w toku, w sumie bałam się, że nie napiszę ani słowa, ale powoli ogarniam sytuację. Po drugie, ja, bardzo inteligentne dziecię wymyśliłam sobie zabawę w spełnianie marzeń i zapisałam się na poprawę matury, by móc pójść na swoją wymarzoną psychologię;) Po trzecie cieszy mnie wizja tego, że przez kolejne kilka dni ma być piękna, słoneczna pogoda, która napawa mnie do życia. Po czwarte: Potrzebuję tytułu jakiejś świetnej książki, po której nie będę mogła się otrząsnąć, bo tak zapadnie mi w pamięć! Po piąte: Moje włosy! [*] Musiałam moje pukielki trochę skrócić, brakuje mi ich ;x A po szóste... Eeee, kawa na noc nie była chyba najlepszym pomysłem ;x



Pozdrówki !

poniedziałek, 21 października 2013

`oni patrzą lecz nie widzą...


...z Twojej radości szydzą, 

przychodzą, kiedy są w potrzebie ` 

Cały czas czuję się, jakbym miała wakacje. 3 tydzień studiów, a tu dalej brak normalnych zajęć. Sama już nie wiem, czy to dobrze, czy źle.. Nigdy nie sądziłam, że nadmiar wolnego czasu może doskwierać tak rozleniwionej osobie jak ja ^^ Życie potrafi zaskakiwać ;D Niedługo trzeba zacząć ogarniać coś na ten nieszczęsny licencjat - bo coś czuję, że marny będzie los mój i mojego wykształcenia (mimo nieskończonej wiary w cuda :D).
Tyle myśli kłębi mi się w głowie i nawet nie wiem, od czego zacząć. 

Na pewno od tego, że ze wszystkim staram się walczyć: 
- z moim ostatnioczasowym wyizolowaniem od społeczeństwa - póki co, jestem na wygranej pozycji, bo w końcu ruszam swoje tłuste poślady z ciepłego domku - po moich ostatnich emocjonalnych szaleństwach było z tym dość ciężko. Mam nadzieję, że wszyscy ludzie, których olewałam tyle czasu po prostu mi wybaczą - ciężki okres na szczęście już za mną, teraz możecie mnie 'dręczyć' do woli, jestem jak najbardziej za <3 Brakuje mi już ludzi. Brakuje mi czasów, gdy w ogóle nie było mnie w domu, bo całe dnie szwędałam się z koleżankami bez celu, mając milion tematów na ustach i ciągły uśmiech na twarzy - bardzo mi tego brak - czas to jednak morderca bez serca!
- z moją nieograniczoną możliwością obijania się - tutaj też 1:0 dla mnie - postawiłam sobie kilka celów i póki co dążenie do nich mi wychodzi. Pilnuję się ze wszystkim, dzień wcześniej planuję sobie co mam zrobić i to po prostu robię - bez namyśleń, bez wymówek. Całkiem dobrze mi idzie - NIE MAM POJĘCIA na jak długo, ale cieszymy się teraźniejszością, prawda? :D 

- z nerwowością - nie chce mi się już denerwować, niech się dzieje wola Boga. Wrzuciłam na bieg szósty - czill i żyję sobie własnym tempem. ;) Czas zawirowań już minął, poza tym stres wyniszcza organizm, nie?:D

Sieeeeemka Dżekson! :* :D



Miesiąc temu magiczne 21 mi pykło - nikt mi tyle nie daje, wiem, poważnie to ja raczej nie wyglądam z moim wiecznie przyklejonym głupkowatym uśmiechem - co daje mi jeszcze więcej radości, bo stety, albo niestety nadal czuję się jak dzieciak i w tym stanie chyba pozostanę jeszcze jakiś czas. Swoją drogą każdy z nas ma coś z dziecka - przynajmniej tak się usprawiedliwiam.... :D



Jesień - czas smutów i depresji - musimy z tym walczyć ludziska. Nie ma co się dawać ciśnieniom, pogodzie i innym zjawiskom meteorologicznym :D Jednak do najprostszych to nie należy.
Jakieś pomysły? ;*


środa, 4 września 2013

mówię, co czuję i nie poprę szajsu!;*

Siema siemson siemanko! ;**

Dzisiejsza notka   b e z    m ą d r o ś c i ,  n a  s p o n t a n i e  

Powiedzcie mi: Czym by było nasze życie bez przyjaciół? Ile byłoby warte? I czy w ogóle byłoby coś warte? ;)

Zawsze trzymałam się 2, 3 osób, twierdząc, że nie liczy się ilość, tylko jakość - i nadal stwierdzenie to jest prawdą, jednak przez ostatnie kilka lat poznałam tak dużą liczbę fantastycznych, wartościowych osób, że w moim otoczeniu jakość i ilość razem rosną w siłę! ;>
Przyjaciele - to jedyna sfera mojego życia, która jest stabilna. Zawsze mam kogoś po swojej stronie, zawsze mam do kogo się zwrócić o pomoc, radę, nie ma dnia bym nie miała z kim porozmawiać. Nigdy żadna z tych osób nie odwróciła się ode mnie plecami, gdy byłam w potrzebie, mogę liczyć na wsparcie z każdej strony. Potrafią wyciągnąć mnie z najgorszego doła, są ze mną i w radościach i w smutkach, czasem zdarzy się któremuś na mnie nakrzyczeć, żebym się w końcu ogarnęła. Nie ma dnia, bym czuła się samotna. Dzięki tym wszystkim Świrom, czuję w sobie mega powera i chęci do działań! ;> Przy nich mogę być sobą w 100%, znamy się na wylot, jedno wie, o czym drugie myśli, wystarczy jedno spojrzenie i wszystko jest jasne i to jest niesamowite! Niczego nie trzeba udawać, mówi się, co się myśli, wszystko na luzie. Akceptujemy wszystkie swoje wady i zalety. Mimo, że jestem czasem wredna (czasem? no dobra, może trochę częściej ;P ), opryskliwa i łatwo się denerwuję to nasze stosunki się nie zmieniają. Trzymamy się razem. Możemy na siebie liczyć. ZAWSZE. Coś pięknego.
Z jednymi przeżyłam więcej, z innymi mniej, jednak wiedzą o mnie prawie wszystko. Własna rodzina nie zna mnie tak jak te Wariaty;D

~ dzióbki ;__ ;  Andzia :D


I tutaj z miejsca chciałabym im wszystkim podziękować. Za to, że są. Tak bezinteresownie, po prostu. Bez nich życie byłoby puste, niekompletne. Ci, co naprawdę nimi są, będą wiedzieć, że to o nich mowa! ;* Wiedzcie, że zawsze możecie na mnie liczyć. W każdej sytuacji. Tak, jak ja mogę liczyć na WAS:* Bo:

- do kogo mogę zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i wyrzucić z siebie wszystko, co leży mi na sercu?
- kto przyjeżdża o 2 w nocy na opolski dworzec, bo dziecko pociągów nie sprawdziło i do 4 rano siedziałoby samo z młodszą siostrą wśród dworcowej elity? ;__ ;
- kto wyciąga mnie na chama z domu, mimo że się zapieram nogami i rękami?;D a potem stwierdzam, że to był dobry pomysł;D
- kto pomaga mi naprawiać moje błędy, gdy coś napsocę?;>
- kto przywołuje mnie do porządku, gdy jestem nie do zniesienia? 
- kto jest przy mnie w najgorszych momentach mojego życia?

KOCHAM WAS WSZYSTKICH.




P.S. W dodatku tolerują moje suche żarty ;___ ;  - a to jest wyczyn :D

poniedziałek, 1 lipca 2013

to jest właśnie ten czas!

jeśli szczęście jeszcze do Ciebie nie przyszło, to znaczy, że jest DUŻE i idzie małymi kroczkami :)) ♥ 

WAKACJE - takie krótkie słowo, a tak bardzo mocno cieszy - napawam się nim od dnia dzisiejszego i ten fakt sprawia, że jestem jednym z szczęśliwszych ludzi na Ziemi. :) Spokój na 3 miesiące, w końcu można skupić się głównie na sobie, poskładać myśli, odpocząć, oderwać się od szarej codzienności .. Tego mi było trzeba. Bardzo.

Mam sporą potrzebę zmian w swoim życiu. Zbytnio zaniedbałam wiele spraw przez lenistwo, przez głupotę. Zaczęło mnie to irytować, czuję jak czas ucieka mi przez palce, a ja nawet nie nadążam z niego korzystać! Nie spełniam swoich marzeń, nie spełniam cudzych marzeń, mam poczucie, że życie przelatuje mi przed oczyma i się marnuje. Że gdzieś we mnie siedzi cząstka odpowiedzialna za to, że "mogę wszystko" i nie chce się skubana pokazać! Ja już nie chcę żyć w ten sposób. Czuję, że stać mnie na więcej i teraz jest najwyższy czas by dać z siebie to, co najlepsze. By czegoś dokonać, zrobić coś pożytecznego. Pora wyjść z cienia i pokazać, że marzenia się spełniają! Dziś jest właśnie ten pierwszy dzień, ten przełomowy, w którym małymi kroczkami zaczynam osiągać wyznaczone sobie cele. Nie mam zamiaru spocząć na laurach, trzeba gnać do przodu, zostawić z tyłu niepowodzenia, zaakceptować je i wyciągnąć wnioski. Życie nie jest wieczne, pewnego dnia to wszystko może runąć - tak więc od dziś chcę wyciskać z każdej chwili jak najwięcej - nie przejmować się niczym, nie zastanawiać się nad tym, co pomyślą lub powiedzą inni, bo to nie oni są na moim miejscu, nie oni za mnie żyją i nie oni za mnie umrą! Chcę przestać się bać czegokolwiek i niczego sobie nie żałować - każdy z nas jest człowiekiem na swój sposób wyjątkowym, który zasługuje na WSZYSTKO, CZEGO TYLKO PRAGNIE:) Nie ma co umniejszać swoich potrzeb. Czerpmy jak najwięcej pamiętając też, że musimy dawać z siebie maximum - i dla siebie samych i dla innych, bliskich nam ludzi.



Czas nadać sens tej pokręconej egzystencji.!

 

niedziela, 9 grudnia 2012

O byciu sobą.

'nie czekaj na idealny moment - wybierz jakikolwiek i spraw by taki właśnie był' ;*

Na wstępie bardzo chciałabym podziękować za komentarze. Dla mnie 4 opinie to już sporo, i jestem bardzo wdzięczna, bo dają mi kopa do jakiegokolwiek działania tutaj! *; Oby tak dalej.

Ostatnio zastanawiałam się dość sporo na temat bycia sobą a podążania za tym, kim chcą bądź czego chcą inni. I strasznie męczy mnie fakt: Jaki sens ma fakt udawania kogoś, kim się nie jest? Jaki cel ludzie w tym mają? Czy odnoszą z tego jakieś korzyści? Dlaczego tak bardzo wstydzimy się być sobą?

Często porównujemy się z innymi ludźmi - to jest akurat normalne i naturalne, nie ma w tym nic dziwnego, bo tak niestety jesteśmy 'zaprogramowani'. Czasem robimy to całkiem nieświadomie, ale jednak. Każdy. Nie ma osoby, która nie dokonywałaby porównań, i to nie tylko na tle wyglądu czy charakteru, ale na tle każdej, najmniejszej nawet rzeczy, dlatego możemy tego nie zauważać. Wszystko jest w porządku do czasu, gdy zaczynamy niektóre gusta lub zachowania nieustannie kopiować (nie tyle dla siebie, co dla tego, by pokazać się innym). Rozumiem, że poszczególne cechy mogą imponować, ale w końcu trzeba pamiętać, że jedne rzeczy nam pasują, a inne nie, i wystawiamy się tylko na pośmiewisko. Staje się to sztuczne i żałosne. I po co ?
Niektórzy nie potrafią odnaleźć w sobie jakichś niezwykłych cech, umiejętności, zalet, które można pielęgnować i o nie dbać, a jestem pewna, że wyszłoby z nich więcej pożytku niż z udawanej 'zajebistości'. To da się wyczuć, kiedy ktoś udaje. Przecież inni mają nas lubić, kochać, szanować za to, jacy jesteśmy naprawdę. W końcu nie jesteśmy ograniczeni, dobrze wiemy, kiedy jesteśmy sobą, a kiedy nie, i chyba lepiej się czujemy, gdy ktoś nas szanuje za nasze naturalne zachowania, a nie za te udawane! (: . Wtedy dopada nas takie uczucie wewnętrznej pustki, nieakceptacji itp., sami robimy sobie krzywdę. W końcu lepiej być INNYM i trochę odstawać, niż robić to, co reszta i być 'na niby'. Z resztą, jeśli ktoś nie zaakceptuje 'prawdziwych nas' nie jest po prostu godzien naszej najmniejszej uwagi. To byłoby bez sensu.
'Tak nie wypada' albo 'A co sobie ludzie pomyślą' - aaaaa jak ja nie lubię tych słów! Ciągle je słyszę i mam ich osobiście dosyć. Ja rozumiem, że są sytuacje, które wymagają określonych zachowań, ale te słowa używane w nadmiarze i bez powodu są nie do zniesienia. Nie można myśleć w takich kategoriach, bo tym sposobem będziemy szli przez życie w wiecznej obawie przed tym, jak ktoś nas odbierze i będziemy się czuć nieszczęśliwi...
Nie pasuje mi też, gdy dziewczynie podoba się jakiś bliżej nieznany jegomość i ona nagle zaczyna mieć takie same pasje i zainteresowania, jak on. PORAŻKA :( A potem się dziwić, że związek nie może przetrwać i się rozpada. Przecież to nie ma racji bytu, bo chłopak od razu się zorientuje, że to tylko ściema, a dziewczyna wychodzi na totalną idiotkę. Wiadomo, że wspólne pasje łączą, ale muszą być prawdziwe, bo inaczej nic dobrego z tego nie wyjdzie. Chyba lepiej, by od początku wiedział, jaka jest dziewczyna, niż potem się gorzko rozczarował. Takie jest bynajmniej moje zdanie.

 Kult ludzi 'fajnych' bądź 'mniej fajnych'. Wiem, że jest to nieuniknione zjawisko, ale drażni mnie, że ludzie potrafią za tym podążać. Zamiast wymyślić coś swojego, coś innego, to większość leci za tym, co innym wydaje się 'być ok'. Nudy... Tacy ludzie robią z siebie jeszcze większą szarą masę niż są naprawdę. Atak klonów to chyba najgorsze, co może być. I najnudniejsze. Przewidywalność, udawanie kogoś, kim się nie jest, upodabnianie się do innych... Z czymś takim daleko się nie zajedzie. Praktycznie stoi się w miejscu.


WYKOPALISKA :D :

Ze znienawidzoną przez wszystkich różową rapasolką:(

Z serii: słit focia w lustrze. ;x Też chciałam taką mieć:(

eeee?

Tak. To cała ja. :D


Także kochani moi, zbierzcie teraz swoje zgrabne tyłeczki, zastanówcie się nad tym, kim naprawdę jesteście, co naprawdę lubicie, w czym jesteście dobrzy, czym się różnicie i IDŹCIE TO PIELĘGNOWAĆ I SIĘ TYM CIESZYĆ. Bo to najlepsze, co macie! ♥ (:


wtorek, 4 grudnia 2012

Kim ja w ogóle jestem?

Jedni powiedzą: Paula spoko dziewczyna, lubię ją.
Inni zaś: Paula to wredna małpa, nienawidzę.

Wiele osób postrzega mnie jako wredną mendę, która ciągle tylko każdemu dogryza. Zazwyczaj robię to z uśmiechem na twarzy, co już powinno być sygnałem dla wszystkich, że to tylko żarty i tak naprawdę wcale nie myślę tego, co akurat mówię. Każdy jest inny i nie mam ochoty nikogo oceniać, czy robi coś dobrze, czy źle. To nie moje życie, nie moja sprawa. Chyba, że zaczyna się to tyczyć mnie. Wtedy już nie jest tak fajnie.

I tak to właśnie jest. Samej ciężko mi określić, jaka jestem naprawdę. Kiedyś byłam bardzo spokojna, aż za bardzo. Nieśmiała i skryta, małomówna. Wszystkiego się bałam. Wszystkim można było mnie zranić, każdym, najdrobniejszym słowem, gestem. I było to widać gołym okiem, wiele ludzi potrafiło to perfidnie wykorzystać. Miałam dobre, czułe serduszko, które potrafiło obdarować miłością każdego, nawet najgorszego osobnika. W każdym potrafiłam znaleźć coś dobrego, coś za co można pokochać. I to mnie zawsze gubiło. Albo i nawet gubi nadal. Teraz: Dużo gadam, dużo i głupio żartuję, jadę każdemu po berecie, ale zazwyczaj nie mam złych intencji. Gdy już mówię coś niemiłego to możesz być pewien, że nie mówię poważnie. Chyba, że sobie totalnie zasłużysz, ale to już naprawdę trzeba mnie doprowadzić do szału, bym serio powiedziała coś niemiłego. Nie jestem taka, jak postrzega mnie większość. To tylko skorupa, taka ochrona na wypadek kolejnych prób zranienia mnie. A o to jest naprawdę łatwo.. Zazwyczaj mówię: 'nie rusza mnie to'. Jak jest naprawdę? Hmm... To chyba zależy od tego, KTO do mnie mówi. Nie przejmuję się opinią ludzi, którzy mnie praktycznie nie znają, albo tak im się wydaje. Ale jeśli już usłyszę coś od kogoś, kto zna mnie dłużej, to zaczynają się schody. Wtedy biorę wszystko do siebie.

Jestem wesoła. Jestem, bo moje krótkie, 20-sto letnie życie nauczyło mnie, że zawsze może być gorzej, więc nie ma co się przejmować na zapas. Tak, tak, co ja mogłam przeżyć takiego mając śmieszne 20 lat. Najbliżsi wiedzą. I to z każdym detalem, więc rozumieją. I to jest dla mnie najważniejsze.
Pierdołami się nie przejmę nigdy, i choćby nie wiem co. Nie mam skłonności do narzekania. Jak mam gorsze dni to znaczy, że naprawdę musiało coś niefajnego się wydarzyć w moim życiu, bo tak bez powodu nic się u mnie nie dzieje. Nie chcę by ktoś zarzucał mi, że udaję kogoś, kim nie jestem. Że udaję optymistkę, a tak naprawdę siedzę w domu i płaczę. Totalna bzdura, która mnie śmieszy, gdy ją słyszę. Jak każdy człowiek miewam gorsze dni, wydaje mi się, że mam do tego prawo:) Ale z natury nie przejmuję się błahostkami. Nie mam na to ochoty. Po prostu. Wolę cieszyć wafla :D Moje pozytywne postrzeganie świata to nie żadna maska. I koniec. Tego akurat jestem pewna.


Nie wiem dla kogo jest ta notka. Dla mnie, by sobie uświadomić swoje zachowania, czy dla Was, byście wiedzieli, że nie taka ja zła, jak mnie malują;P Nie wiem, czy kogokolwiek to będzie interesować, czy wyjdziecie stąd z myślą 'a co mnie to obchodzi!'. Ale dobra. Musiałam to po prostu napisać, czułam taką potrzebę. Na początku pisałam, że będzie to też w formie pamiętnika, więc z tego korzystam. ;]

Mój naturalny stan twarzy :D


sobota, 14 lipca 2012

Witajcie!:)

Witam serdecznie! :)
W wakacje postanowiłam całkowicie oddać się swoim pasjom, a jedną z nich jest właśnie blogowanie, do którego zbierałam się dość długi czas. Moja przygoda z blogami zaczęła się jakieś 5 lat temu. Pierw była to tematyka zdrowia i urody, później pamiętnik, filmy bollywood, instrukcje na blogi, na wierszach kończąc. Najbardziej związana byłam z pamiętnikiem i jego prowadzenie szło mi najłatwiej - w sumie siłą rzeczy, skoro dotyczył w pełni moich odczuć, był dla mnie miejscem, gdzie mogę w pełni opisać, co myślę i co dzieje się w moim życiu. A w tamtym czasie naprawdę działo się wiele - w większości złych rzeczy, o których istnieniu wolałabym zapomnieć.
Od tamtej pory moje życie i postrzeganie świata zmieniło się diametralnie. Zatraciłam gdzieś tą wiecznie użalającą się nad swoją egzystencją dziewczynę i rozpoczęłam nowy rozdział. Blog - pamiętnik towarzyszył mi właśnie przez całą drogę przejścia od tamtego stanu do tego, w którym tkwię teraz - stanu błogiego szczęścia:)
Tematyka pamiętnikowa jest najbliższa mojemu sercu. Nie zawsze opisuję tylko to, co dzieje się w moim życiu, ale też rzeczy, które akurat mnie zainteresują, zmuszą do refleksji, sprawią, że zmienię zdanie na jakiś temat. Chciałabym by ten blog był w pełni odzwierciedleniem tego, co dzieje się w mojej głowie, tego, co myślę, czuję, obserwuję. 'Jeden worek', można by rzec.
Nazwa strony wzięła się, jak z resztą widać od słowa afirmacja, które można rozumieć różnie. Jest to swojego rodzaju sztuka pozytywnego myślenia i "stymulacja rozwoju osobistego poprzez samoakceptację". I to już jest pierwsza rzecz, która odzwierciedla moje myślenie :D Zawsze próbuję myśleć jak najbardziej optymistycznie i nie przejmować się wszystkim i wszystkimi dookoła. Zazwyczaj tak jest, lecz jak każdy człowiek mam czasem momenty załamania. Każdy się mnie pyta, jak to robię, że jestem zawsze taka uśmiechnięta i zadowolona. Długa droga do tego prowadziła, wiele musiałam przejść, by zrozumieć, jakie wartości są dla mnie najważniejsze - czym warto jest się przejmować, a czym nie. Gdy sobie to uświadomiłam, nabyłam umiejętność cieszenia się najmniejszymi rzeczami, którą uważam za swoją największą zaletę! :) Chciałabym by wszyscy tak mieli, bo jak widzę, że ktoś potrafi zamartwiać się totalnymi pierdołami, a nie umie tak samo cieszyć się z małych rzeczy to aż mi źle.. Życie jest tylko jedno i powinno się z niego czerpać pełnymi garściami. Ludzie codziennie narzekają na głupoty, a gdzieś na świecie są ludzie, którzy mają o wiele gorzej, a umieją żyć naprawdę! I bardzo ich podziwiam.
Według mnie najlepiej żyć chwilą. Uszanować przeszłość, być świadomym przyszłości, ale cieszyć się tym, co jest tu i teraz! To, co teraz piszę bardzo dobrze obrazuje mój ulubiony cytat, z mojego ulubionego, indyjskiego filmu:

" Dziś...
Już dziś odnajdź nowy powód do radości,
już dziś przeżyj to, o czym zawsze marzyłeś,
już dziś poczuj gorycz kolejnej porażki,
już dziś zacznij żyć od nowa,
już dziś podążaj za marzeniami.
Dziś! Cóż mogę dodać... Żyj, jakby jutra nie było" 

Ostatnio wypożyczyłam książkę Liz Fioggard "Jak być szczęśliwym". Mam na to co prawda swoją receptę, jednak miałam nadzieję, że czytając to znajdę może coś nowego, ciekawego. Może i nie dowiedziałam się niczego odkrywczego, ale na pewno pogłębiłam wiedzę, którą miałam wcześniej i teraz bardziej potrafię ją zastosować. Najbardziej chyba przypadł mi do gustu zawarty tam "Manifest szczęścia", którego użycie rzeczywiście może pomóc. Kilka pozycji mnie rozbawiło, ale sprawdzają się :D

1. Ruszaj się. Zafunduj sobie poranną gimnastykę trzy razy w tygodniu.
2. Ciesz się z tego, co masz. Pod koniec dnia pomyśl przynajmniej o pięciu rzeczach, za które jesteś wdzięczny.
3. Poświęć trochę czasu na rozmowę. Co tydzień odbądź godzinną, nieprzerywaną rozmowę ze swoim partnerem albo przyjacielem.
4. Posadź jakąś roślinę - choćby w skrzynce na kwiaty albo w doniczce. I dbaj o nią! (noł łej, do tego się nie zastosowałam. Przy mnie umarł nawet długowieczny żółw, nie byłoby szans, by coś, co w jakiś sposób żyje wytrzymało u mnie... :D )
5. Czas spędzany przed telewizorem skróć o połowę.
6. Przynajmniej raz dziennie uśmiechnij się do nieznajomego na ulicy.
7. Zadzwoń do przyjaciela. Skontaktuj się przynajmniej z jednym przyjacielem lub krewnym, z którym od dawna nie rozmawiałeś i umów się na spotkanie.
8. Serdecznie się pośmiej chociaż raz w ciągu dnia.
9. Codziennie spraw sobie jakąś nagrodę i daj sobie czas naprawdę się nacieszyć.
10. Zrób coś dobrego. Każdego dnia postaraj się zrobić dla kogoś coś dobrego.

Dobre to jest. :D I naprawdę pomaga :)
W poniedziałek wybywam do mojej cioci na 5 dni ( co z tego, że mieszkamy w tym samym mieście. Tyle że ja na osiedlu, a ona na peryferiach - domek nad plażą, wodospady, piasek, woda... Uwielbiam ten mały, brzeski raj :D). Muszę się porządnie zrelaksować, odpocząć od komputera, telewizji, od wszystkiego :D Na pewno dobrze mi to zrobi. Po powrocie zrobię coś z tym blogiem. Jakiś szablon ... (o ile pamiętam jak to się jeszcze robi w ogóle) i jakaś nowa notka też by się przydała:D  I przydałoby się w końcu pójść do jakiejś pracy. Żeby się za bardzo do tego lenistwa nie przyzwyczaić. Podładuję akumulatory i będę gotowa stawić czoło nowym, wakacyjnym wyzwaniom! Ha. Nie mogę się doczekać. ;)

Muszę się pochwalić, że Moja kochana Kaś dostała się na studia! Mmm trzeba będzie to solidnie uczcić:D

♫ Jay Sean - Sex 101 ft. Tyga